Zegarmistrz światła słowa

Czytasz wypowiedzi znalezione dla hasła: Zegarmistrz światła słowa




Temat: Ustka a przemysł filmowy

A ja może ciut z "innej beczki"

A teraz (tj. w czasach nam współczesnych) spotkać możemy na Nadmorskiej Promenadzie m.in czy Tadeusza Woźniaka (dla nie wiedzących- ten od "Zegarmistrza Światła").
??


Kto mi wytłumaczy "poetykę" słów Zegarmistrza ??????

PS Umarła Hanka B. - komu ona przszkadzała????



Temat: Closterkeller
Zespół w zasadzie grający muzykę gotycką,w szerokim tego słowa znaczeniu zespół jak najbardziej polski,z genialnym wokalem Anyi Orthodox.W tekstach poruszane są ciekawe i warte zauważenia tematy,jak np."władza" lub "miłość za pieniądze".są to tematy ważne ale i podane w niebanalny sposób.intygujący wokal i orginalne linie melodyczne.nawet aranżacja "zegarmistrza światła" wyszła im świetnie :)pojawiają się też tematy często charakterystyczne dla "gotyku" czyli ogólnie pojęta fantastyka : "syrenka", "agnieszka", "noc komety", ate". czekam na wasze opinie






Temat: 1.12.2006 Kraków Klub Studio

Jasne, że miło I dziękuję za to

A właśnie, miło było poznać piękną dwuosobową ekipę z Bielska Tak się złożyło, że byłem tam (chyba) pierwszym poznanym i zapytanym o to (dla pewności oczywiście ), czy to ekipa forumowa

Zgadzam się z Kubrickiem, że nie po to idzie się na koncert, żeby najpierw zdrowo się schlać, bo później ciężko przeżywać go w taki sposób, jaki jest to możliwe. Zresztą za najlepszy przykład niech świadczą słowa mojej kumpeli, która słyszała w toalecie po niecałej godzince grania przez Comę pojękiwania ludzi, że im niedobrze... Owszem, alkohol można wypić przed koncertem, ale z umiarem i rozsądnie.

Aha - i też byłem niezwykle pozytywnie zaskoczony, że support (Symetria) zagrał Zegarmistrza światła



Temat: "Ave..."- czyli ulubiony imperator
To może tak bardziej kulturalnie:

Aleksander I- car rosyjski, sprawca męczeństwa polskiej młodzieży w Dziadach cz. III Mickiewicza. Nie dość, że potęzny i okrutny to jeszcze ma całkiem interesujących zauszników: Novosilcoff, Doktor, Pelikan, Bajkow...

Mikołaj I- car rosyjski i król Polski w Kordianie Słowackiego. Scena koronacyjna, podczas której wypowiada jedno słowo nadaje się do sfilmowania ;).

Neron- cesarz rzymski z Quo vadis?, nie dośc, że masowy morderca, to jeszcze poeta przekonany o swoim wielkim talencie.

I może jeszcze:

ZEGARMISTRZ ŚWIATŁA PURPUROWY- jakoś nieodpracie kojarzy mi się z Imperatorem Porcji Lodów.



Temat: Proszę o opinie o moich wypocinach, niekoniecznie krytyczne :-)


Cmentarz (1989)

A kiedy sypną na mnie piach

I trumny wieko się zawali


Początek nawet niezły, chociaż za bardzo narzuca się skojarzenie (merytoryczne
i melodyczne) z utworem poetycko-śpiewanym zaczynającym się od słów: "A kiedy
przyjdzie także po mnie/Zegarmistrz Światła Purpurowy...", dość popularnym i
powstałym na długo przed rokiem 1989.


Niech na zszarzałym grobie mym

Świeczkę mi jakaś panna spali

I niechaj różę rzuci tu


Pobożne życzenia


Gdzie moje kości gryzą glizdy


(...)


Ja kocham zapach mej zgnilizny


Fe! Jakie to nieestetyczne!

Uklony po trotuar,

zoilus





Temat: Zwycięska praca SkySlayera "Rzeka" //2009

Zegarmistrz światła czekający w toni wraz z błękitem, który zabełta w twojej głowie.
Szereg słów nadających ruch/czynność "czekający" i "zabełta" sugeruje, że to zegarmistrz zabełta błękitem, ale fakt, zdanie może mylić Widocznie muszę to przemyśleć, moja kochana Wampirzyco



Temat: Wzruszające Piosenki ^^
Mnie wzruszają teraz piosenki... Takie...
Hej przyjaciele
Harcerzyk
Zegarmistrz światła
Here I am
Zawsze tam gdzie ty
Bez słów(chodzą ulicami ludzie...)
Opadły mgły
Pożegnanie
Morze
;_;



Temat: POLSKI TOP WSZECH CZASÓW PTZ
Miałem się wyrobic do końca roku, a więc kontynuję:

35 Tylko ja i ty - Dżem
Dżem ponownie. Kolejny cudowny utwór. Jedna z piękniejszych romantycznych ballad jakie było mi dane poznać. Utwór z roku na rok coraz bardziej mi się podoba i już jest w ścisłej czołówce piosenek Dżemu.
"Chodź połóż się obok mnie,
Chcę w Księżycu, w Księżycu tulić Cię.
Kochać, kochać, kochać tak - bez pojęcia..."

34 Tolerancja (Na miły bóg) - Stanisław Soyka
Piękny kawałek i to jeszcze z jakim moralizatorskim tekstem. Tym utworem Soyka na zawsze zaskarbił moją sympatię do swojej osoby, jako muzyka. Kiedyś może byłby nawet w top 10, dzisiaj po ogromnym przypływie nowo poznanej muzyki trochę stracił, ale nie ze swojej jakości, a tylko pozycję.
"Dlaczego nie mówimy o tym, co nas boli otwarcie
Budowa ściany wokół siebie - marna sztuka
Wrażliwe słowo, czuły dotyk wystarczy
Czasami tylko tego pragnę, tego szukam
Na miły Bóg, życie nie po to tylko jest, by brać
Życie nie po to, by bezczynnie trwać
I aby żyć siebie samego trzeba dać "

33 Zegarmistrz światła - Tadeusz Woźniak
Wielki przebój Tadeusza Woźniaka, który nigdy potem nie zaznał tak pozytywnego odbioru swojej twórczości, chyba że po latach można uznać za przebój utwór "Po środku swiata", jednak to są dwa różne światy w jakości piosenek. "Zegarmistrz światała" to ścisły kanon polskiej muzyki, a artysta tak naprawdę nigdy nie był przeze mnie dobrze poznany.
"A kiedy przyjdzie także po mnie
Zegarmistrz światła purpurowy"

32 Eli Lama Sabachtani - Wilki
Magiczny utwór, wyjątkowy klimat. Po latach ponownie bardzo polubiłem ten kawałek, a miał chwile zapomnienia. Teraz jednak brzmi naprawdę wyjatkowo, jak i cała twórczość Wilków z początku kariery.
"Z Tobą odeszły anioły
Nie ma nas...
Zostałem sam... "

31 Wspomnienie - Anna Maria Jopek i Michał Żebrowski
Tekst z najwyższej półki bo z "Pana Tadeusza", wykonanie również najwyższej klasy. To połączenie spowodowało, że ten utwór cholernie mi się spodobał w 1999 roku i tak zostało do dziś.
Dwa swoiste urokliwe głosy sprawiają, że utwór staje się wyjątkowy i dzisiaj czuję, że nic nie stracił ze swego piękna. Czasem przyprawia o dreszcze.
Przez wiele lat była to najwyżej notowana polska piosenka na mojej liście. A dlaczego nie ma go w propozycjach do polskiego topu w "Trójce"? Wciąż nie mogę tego zrozumieć.
"Czym kochał? Krótkie z sobą spędziliśmy chwile,
I choć one mnie przeszły tak słodko, tak mile,
Zostać dłużej nie mogę, to postanowienie,
I choćbym chciał tu zostać, już go nie odmienię".



Temat: Wartościowe teksty piosenek
Tomek Żółtko "Dotykaj" Dawnych mistyków ludzkiej duszy pieśń Księżyca ciemna strona Słońce zabija na raty nas w nadfiolecie Schodami do nieba zacząłem się piąć tam nie ma autostrady Myślę o Tobie, a ptakiem jest myśl zbytek słów... Me światy sa obce bez nocy i dnia Tam wiersze z obłędu powstają lecz póki tu jestem - proszę kochaj mnie... Dotykaj mnie... Dotykaj delikatnie, bezszelestnie, ciepłem palców Dotykaj aksamitnie, rzęs pokłonem, nie przestawaj Dotykaj całowaniem i oddechem, tak jak lubisz Dotykaj smugą włosów, niby muślin, bólowi zadaj ból Wiem, że chcesz wspólnych snów Dam Ci je! Nie bój się, nie bój się Kochaniem samotność można wypic do dna, choć to trudne Miłość prawdziwą daje tylko Bóg i zrozumienie Wszędzie Go szukam, dla Niego chcę żyć -wbrew potępieniom Tęsknię za ciszą bezludnych wysp, dzikich plaż... Me światy są obce, bez nocy i dnia, tam wiersze z obłędu powstają Lecz póki tu jestem - proszę kochaj mnie... Dotykaj mnie... Dziwne jest piękne - wciąż twierdzę tak gorsząc dewotów Na urodziny sam sobie dziś dam znak pokoju Kochaniem samotność można wypic do dna - choć to trudne Wiem, że chcesz wspólnych snów Dam Ci je! Nie bój się, nie bój się Więcej nic mów, tylko przytul się... Dotykaj mnie... I więcej nic nie mów, tylko kochaj mnie... Jestem Twój... Natalia Kukulska "Dłoń" za krokiem krok taka trasa okno - drzwi wciąż z kąta w kąt taki sposób na złą myśl nie pierwszy raz kiedy sen przypomniał Cię nie pierwszy raz kiedy strach obudził mnie niewidzialna dłoń ochroni mnie od złego w czarny dzień niewidzialna dłoń osłoni mnie to jedno zawsze wiem pamiętam że świecił księżyc rudych traw mówiłaś - wiem każdy swoją gwiazdę ma w białe kwiaty wtulam twarz gra muzyka z tamtych lat i znów słyszę głos siedem mostów siedem ran tak po prostu staniesz tam i strach zostawi mnie znów płynie list gdy spotka Ciebie czy choć najmniejszy dasz mi znak tyle gwiezdnych lat i taka wielka mgła i codzennie Ciebie brak siedem mostów siedem ran tak po prostu staniesz tam i strach zostawi mnie będzie tak... Tadeusz Woźniak "Zegarmistrz światła" A kiedy przyjdzie także po mnie Zegarmistrz Światła purpurowy By mi zabełtać błękit w głowie To będę jasny i gotowy Spłyną przeze mnie dni na przestrzał Zgasną podłogi i powietrza Na wszystko jeszcze raz popatrzę I pójdę nie wiem gdzie - na zawsze..."(...) wiedziałeś, że mnie całe życie stwarzać trzeba, co sekundę ze śmierci podnosić i odratowywać."



Temat: Anja powinna odejsc ?
Tak!Anja powinna zrezygnowac ,chociaż to nie jest niestety to w jej stylu...
[glow=red:d132c1cf3b]Closterkeller[/glow:d132c1cf3b] kiedyś a dziś to zupełnie inna sprawa, grali rocka- ładnego chwytającego za duszę ,miłe dla ucha dźwieki ,ciekawa muzyka i ślicznutkie linie melodyjne sprawiły ze Closter przeszedł do historii polskiej muzyki ; dodatkowo rock był wtedy na ''topie'',te klimaty się sprzedawały,łatwiej było zaistnieć ....
teraz Orthodox chciała zabłysnąć swoimi elektronicznymi ''zdolnościami''{hm,chyba żałościami bo to ona teraz elektroniką zafascynowana ,a jak } i ...klapa,brak w zespole ducha ,powiwu klimatu ,który kiedyś towarzyszył zespołowi -zmiana składu przyczyniła się do upadku tego Najlepszego polskiego gothic zespołu..Anja niestety musi nakręcać się i robić sztuczną zadyme by zyski nie upadły i aby nie zabrakło osób ,ktore beda mowiły o niej,napędzały machinę popularności bo jak sama twierdzi nie jest wazne to co mowią tylko to by po prostu mowili bo to jest show a ona jest jego czescią i by zarobić musi wprowadzać nowe elementy -np.karygodne zachowanie się w programie Wojewodzkiego,stosunek jej podczas koncertów do muzyków,odnoszenie się do fanow -jakoś nie zawsze taktowne i eleganckie , czy inne znane wszem i wobec zachowania Anii, etc....
zespoł wypalił się pod kazdym względem,mogła się skończyć dobra era Closterkeller'a na najwyższym poziomie uzykanym dzięki płycie GRAPHIT + smakołyk dla fanów w postaci Fin de Sience, sami siebie doprowadzili do degradacji ,a recykling w postaci Nero to shit wszech czasow Wiec teraz zamiast Closterkeller mamy Closterkiller{...}
podsumowując :wokalistka powinna ustosunkować się do słów,które sama śpiewa
[glow=violet:d132c1cf3b]''na wszystko jeszcze raz popatrze i pójde nie wiem gdzie na zawsze'' [/glow:d132c1cf3b](Zegarmistrz światła)
amen



Temat: Nowości płytowe
Na 2 Marca zapowiedziana jest premiera DVD Closterkeller "Akt.IV"


„CLOSTERKELLER to grupa najczęściej występująca na Przystankach Woodstock. Upłynęło blisko dziesięć lat między ich ostatnią, artystyczną wizytą na Przystanku, a koncertem, który znajdziecie na tym wydawnictwie. Za to, jak dobre wino, CLOSTERKELLER dojrzał, ze swoim niezrównanym smakiem i swobodą proponowania wszystkich największych walorów, przedstawił koncert, który skupił całą Woodstockowi publiczność i poddał ją cudownemu falowaniu wszystkich rockowych emocji. Takie koncerty zawsze mają swoje najbardziej niezwykłe momenty. Tutaj to chociażby ”Zegarmistrz Światła” Tadeusza Woźniaka czy ballada „Czas Komety”. Ale to także najnowszy materiał CLOSTERKELLER i Anji Orthodox, który wszystkim pokazał, że Królowa może na moment przycichnąć, jednak nadal pozostaje Królową, a jej wszyscy fani nie zapominają o tym, co robiła, robi i jeszcze zrobi na polskiej scenie. Przystanek Woodstock 2008 obfitował w przepiękne koncerty. Jeden z nich macie przed sobą.” Tyle o tym wydawnictwie mówi Jurek Owsiak.

Tradycyjnie dźwiękiem opiekował się Piotr „Dziki” Chancewicz, a obrazem – Marek Krolczuk. W dodatkach znajdziecie kilka utworów CLOSTERKELLER z poprzednich edycji Przystanku Woodstock, a także dwa wywiady z Anją Orthodox – pierwszy z roku 2008, drugi zaś sprzed blisko dziesięciu lat. Całość prezentuje się imponująco dzięki doskonałej formie zespołu i Przystankowej publiczności. Gdy, czytając set listę, zobaczycie drobne wypustki, nie bierzcie tego za przypadek. To po prostu kilka słów do osób niewidomych, które, dzięki wyjątkowej jakości dźwięku, mogą poczuć ten rockandrollowy zgiełk.

http://www.anja.pl/

Jako wielki fan Anji i zespolu czekam z niecierpliwoscia



Temat: Znaczenie imion
ŁUKASZ

Pochodzenie: Pochodzenie: łacińskie
Znaczenie imienia: różnie objaśniane (patrz niżej)
Liczba dla imienia: 4
Znak zodiaku: Byk
Planeta: Saturn
Imieniny obchodzi:
17 Lutego, 22 Kwietnia, 10 Września, 18 Października

Pierwszym sławnym Łukaszem był autor jednej z czterech ewangelii. Pochodzenie i pierwotne znaczenie tego imienia nie jest jasne. Po łacinie brzmi *Lucas* i najpewniej oznacza "mieszkańca Lukanii", krainy na południu Italii. Ale kojarzy się również z łacińskim słowem *lux* ("światło") i podobnym greckim słowem *leukos* ("biały, jasny").

Jeżeli wsłuchać się w brzmienie i wibracje tego imienia, to nie odnajdzie się w nim nic z szaleństwa, dziarskości, wojowniczego ducha ani dramatycznego napięcia. Czuje się w nim za to spokój, wygaszenie konfliktów, porządek i posłuszeństwo wobec społecznych norm. Wydaje się, że jest to imię specjalnie przeznaczone dla tych, którzy siedzą w cieniu i robią swoje.

Wrażenia te potwierdza aż nadto liczba imienia, czyli cztery, liczba porządku, stabilności i trwałości rzeczy. Czwórka jest liczbą żywiołu Ziemi, a symbolicznym zwierzęciem Ziemi jest wół lub byk. I rzeczywiście, św. Łukasz Ewangelista jest przedstawiany w towarzystwie wołu. Jest on również patronem Hiszpanii, która przecież słynie z walk z bykami.

Łukasze to ludzie przywiązani do ustalonego porządku, nieco konserwatywni, tacy, którzy wolą zdrowe, stare, sprawdzone zasady niż eksperymentowanie z tym, co nowe i nie wypróbowane. Są zwykle solidni i rzetelni, dobrze robią to, co do nich należy, choć nie trzeba raczej od nich oczekiwać błyskotliwości ani fantazji. Wydaje się, że dobrze się sprawdzają w tych dziedzinach, gdzie produkt ludzkich rąk lub myśli nieprędko się starzeje, jest odporny na mijanie czasu, a więc w zawodach na przykład budowniczego, rzeźbiarza lub zegarmistrza, a także w matematyce, muzyce i astronomii.

Charakter sygnalizowany przez imię Łukasz astrolog nazwałby krótko: "Saturn w Byku". Dlatego imię to najlepiej się nadaje właśnie dla młodzieńców ze znaku Byka oraz dwóch innych, w których wpływy Saturna są silne: Koziorożca i Panny. Pozytywny wpływ będzie też miało na mężczyzn ze znaku Wagi. Na przeciwnym biegunie są ogniste znaki Barana, Lwa i Strzelca, do których to imię po prostu nie pasuje, oraz znak Ryb, który nie znajdzie w nim potrzebnego mu źródła energii.



Temat: Liberalizacja Aborcji !
ad.4/ Czasami zapominam wstawiać uśmieszków, bo zapominam, iż w gronie obcych ironia czy zabawa słowem bądź "nawiedzenie" jak to ostatnio o sobie usłyszałem nie musi być zawsze dostrzegalna. Dlatego dałem go na koniec. Przyznam, iż zaczerpnąłem go z filmu "Vaterland", gdzie obdarzony sumieniem oficer SS, tłumaczy swojemu dzieciakowi dlaczego nie wolno zabijać kalekich dzieci na przykładzie podobieństwa zegarmistrza z garbem. Na marginesie wniosek - argumentem w debacie jest to, do kogo jest więc skierowany. O uniwersalne oczywiście trudniej. Od razu przypomina mi się moje pytanie egzaminacyjne z "metodologii nauk geograficznych", które dostałem rzekomo za zbyt pewny wiedzy wygląd: "czym się różni dyskusja naukowa od dyskusji w Sejmie?"- bardzo geograficzne, prawda?.
A gdyby nie medycyna? - cóż mały Etiopczyk miałby mniejszą szansę niż Polak. Tu więc pytanie czy nie było zamierzeniem Boskim, aby dzieciak rozwijał się w łonie Polki pod specjalistyczna opieką lekarską? Także pytanie o wiarę w predestynację - a przyznam, iż ewangelizm reformowany jest jednym z nurtów o które się otarłem w moim wychowaniu. Jest to oczywiście argument dla Ciebie, a nie dla feminazistek, które miały by takie problemy, gdyby potrafiły dokonać partenogenezy.
PS nie urażam się

ad.2/ Obyś miał rację. Pamiętajmy, że też wszystko się zaczęło od przymusowych ubezpieczeń społecznych czy monopolu w przemyśle zapałczanym. Nie dawałbym jednak takiej furtki.

ad.1/ Są oczywiście przypadki, że lekarz się myli (przywołałem już) i wszystko można stwierdzić dopiero po urodzeniu... bałbym się, że częściej lekarze, za odpowiednim wynagrodzeniem, orzekaliby takie uszkodzenia, aby matki mogły dokonywać mordu w świetle prawa.



Temat: Bezkostkowe prowadzenie

Ale nie ośmielę się nigdy wartościowac graczy na podstawie, który z nich więcej artów czyta i siedzi nad swoją postacią. Jesli gracz się angazuje i stara odgrywać jak umie - niezaleznie jak mu to wychodzi, to jest dobrym graczem. Wolę zaangożawego gracza, niż takiego, który będzie pół roku udawał kalekę chorego na raka , aby lepiej się wczuć w swoją rolę w RPGu
Zaangażowanie gracza to podstawa. Zauważ że właśnie z zaangażowania wynika chęć zdobywania wiedzy o postaci i świecie. Nie mówię że musi "przewalać" grube tomiska czy pisać kilkunastostronicowe historie postaci ale coś powienien przeczytać i posiedzieć chwilę nad postacią. Nie zawsze ilość przechodzi w jakość .

Co do długego czasu odgrywania tej samej postaci, to według mnie również pewne zubożenie RPG. W końcu mamy tutaj tyle możliwości, dlaczego ograniczać się tylko do jednej postaci. To tak samo jakby ten Twój znajomy z bractwa grał tylko wojownikami. ble


A jesli nie posiadł tej cudownej znajomości, to niech nie gra w rpg? Mandos, ja jestem historykiem kultury z wykształcenia, nałogowym i wiem jaki jest poziom artów dotyczacych takich tematów.
Jak nie posiadł to ma albo mniej materiałów, albo musi się prosić znajomych którzy ją posiedli.

Poziom artykułów może nie być wysoki (według specjalistów), ale jest wystarczający do wzbogacenia swojej rozgrywki (dla laików). Powiedz mi czy ten art z wikipedi o medycynie w średniowieczu nie wnosi kilku fajnych elementów, nie rzuca odrobiny światła jak ta profesja może wyglądać w Warmłotku ?

Zegarmistrz nie do konca się z Tobą zgodzę. Różnica polega na "chcę" i "muszę". Jeżeli musisz przyswoić jakiś materiał, nie jest to dla Ciebie zabawa tylko pracą do wykonania, więc idzie Ci to trudniej. W momencie kiedy przyswajasz wiedzę bo to jest zabawne (czyli chcesz) wtedy jest znacznie prościej i na dłużej starcza.
I jeszcze jedno, o czym wspominalem wcześniej, wiedza którą się zdobywa nie musi być komplesowa, a tym bardziej mocno specjalistyczna. Grając medykiem nie musisz znać wszystkich żyłek i kości itd. Wystarczą Ci pewno ogólne informacje, co nie znaczy, że wszyscy posiadają taką wiedzę, zwykle trzeba coś dodatkowo przeczytać na ten temat.


Może się mylę, ale arty powinno sie pisać na zasadzie "Wiem, ze niektórzy potrzebują do gry informacji o średnioweiecznej medycynie, to ja skrobnę na ten temat parę słów". Model "Oni źle grają medyków, ja im pokaże jak to się dobrze robi" jest, mam nadzieję, niezbyt czesto spotykany.
Nie mylisz się. Pierwszy sposób do sugerowie, drugi to narzucanie swoich poglądów. Ale pod tym kryje się to samo wartościowanie, mój medyk jest dobry/spójny/ciekawy/klimatyczny więc dlaczego z niego nie skorzystać ?



Temat: Ocalić od zapomnienia... dni, których jeszcze NIE ZNAMY
.

Marek Jan Grechuta
10.12.1945 - 9.10.2006

piosenkarz, poeta i kompozytor, z wykształcenia architekt. Interesował się także rzeźbą i filozofią.

Jego twórczość określa się zazwyczaj mianem łagodnej formy progresywnego rocka z silnymi wpływami jazz rocka (szczególnie we wczesnym okresie twórczości), piosenki autorskiej lub poezji śpiewanej.

Marek Grechuta już od najmłodszych lat uczył się gry na fortepianie. Ukończył I Zamojskie Liceum Ogólnokształcące im. Jana Zamoyskiego. Po przeprowadzce do Krakowa podjął studia architektoniczne na Politechnice Krakowskiej. Spotkał tam Jana Kantego Pawluśkiewicza, z którym założył Kabaret Architektów Anawa (z francuskiego en avant - "naprzód"), który wkrótce się przeobraził w zespół towarzyszący mu na występach. Grechuta debiutował w 1967 roku zdobywając drugie miejsce na Studenckim Festiwalu Piosenki w Krakowie. W następnych latach zdobył nagrodę festiwalu opolskiego, nagrody dziennikarskie i telewizyjne. Z zespołem Anawa nagrał dwie swoje pierwsze płyty - "Marek Grechuta & Anawa" z 1970 roku oraz "Korowód" z 1971. W 1971 r. Grechuta opuścił zespół Anawa i założył inny zespół o nazwie WIEM (W Innej Epoce Muzycznej). Z zespołem tym nagrał dwa albumy - "Droga za widnokres" oraz "Magia obłoków". Pięć lat później ponownie zaczął współpracę z Pawluśkiewiczem i pisanie muzyki do tekstów Witkacego.

W 1977 r. jego piosenka Hop – szklankę piwa zdobyła Grand Prix na festiwalu w Opolu, był również współautorem, wraz z Krzysztofem Jasińskim i Janem Kantym Pawluśkiewiczem, musicalu Szalona lokomotywa, według Stanisława Ignacego Witkiewicza. W 1976 r. Marek Grechuta rozpoczął współpracę z Piwnicą pod Baranami, która trwała blisko 10 lat. W 1979 roku nagrał płytę z pieśniami do słów poety Tadeusza Nowaka. W 1984 roku wspólnie z Krystyną Jandą nagrał płytę "W malinowym chruśniaku". Kolejną płytę wydał w 1986 roku. Przyniosła ona niezapomniany przebój "Wiosna, Ach to Ty". W 1989 roku wydał płytę "Krajobraz pełen nadziei". W roku 2003 wspólnie z grupą Myslovitz wykonał cover ich przeboju "Kraków" który znalazł się na dwupłytowym albumie "The Best of Myslovitz". Piosenka Marka Grechuty "Dni których nie znamy" jest hymnem klubu piłkarskiego Korona Kielce.

Od 1967 r. był żonaty z Danutą, miał syna Łukasza – absolwenta Akademii Sztuk Pięknych. Głośny był udział Marka Grechuty w programie Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie, gdzie poruszano sprawę zaginięcia jego syna w 1999 roku.

17 października 2006 r. został pochowany w Alei Zasłużonych Cmentarza Rakowickiego w Krakowie.

A kiedy przyjdzie także po mnie,
Zegarmistrz Światła purpurowy,
By mi zabełtać błękit w głowie,
To będę jasny i gotowy

Spłyną przeze mnie dni na przestrzał,
Zgasną podłogi i powietrza
Na wszystko jeszcze raz popatrzę
I pójdę - nie wiem gdzie - na zawsze...



.



Temat: 1.12.2006 Kraków Klub Studio
Jeszcze nie... jeszcze nie...

jeszcze moja relacja z koncertu, do której zbieram się i zbieram Chciałam poczekać aż przestanie mnie boleć kark, ale to może jeszcze potrwać
To był mój trzeci koncert.... najlepszy... jak zawsze niesamowite przeżycie, tym razem określone przeze mnie jako "totalna magia"

Podziękowania dla Wróżki za jazdę z dworca do Studia taksówką i dla Kasiaka, że przygarnęła mnie jako fotografa i dzięki niej zaczęłam ten koncert zupełnie inaczej Słuchanie próby z korytarza obok sceny było niesamowitym przeżyciem... później wejście pod scenę, chwilę się tam pokręciłyśmy, aż na próbie Symetrii zostałyśmy oddelegowane przed drzwi Ogólnie wesolutko Tym razem nie było tak jak śpiewa Piotrek... nie... "czekanie sprawia, że gorzknieje cała słodycz w nas" Tym razem czekanie miało sens... od razu po otwarciu drzwi ponownie wróciłyśmy z Kasiakiem pod scenę, zaraz przy barierkach, do których się niemal przykleiłyśmy i nie oderwałyśmy się do końca koncertu

Na Symetrii było całkiem nieźle... zwłaszcza jak zagrali "Zegarmistrza Światła", bo to przynajmniej każdy znał (no prawie każdy ) Ale wiadomo, że wszyscy czekali na zupełnie inny występ... Symetria skończyła... zaczęło się odliczenie... kwadrans... dziesięć minut... pięć... już zaczynało się szaleństwo pod sceną Trochę się obawiałam po koncercie w Wiatraku, że znowu pierwsze sekundy Zaprzepaszczonych a my będziemy wgnieceni w barierkę Stąd moje zaskoczenie, że tak się nie stało Wielkie podziękowania dla Kruczoczarnego i Maata, za osłanianie nas przed tłumem, na który nawet nie zwracałyśmy uwagi

Sam koncert.... jedna wielka magia... niesamowite to było... powtórzę się, ale było widać po chłopakach, że gra w Krakowie sprawia im prawdziwą przyjemność... tak samo jak nam słuchanie ich... nie ma to jak obustronne korzyści Atmosfera była genialne... w pewnych momentach była dla mnie tylko muzyka, nic innego... zupełnie jak jakiś trans... to trzeba przeżyć, nie można tego opisać dokładnie słowami (ale myślę, że każdy przeżył coś podobnego) I na koniec ten tekst Piotrka, że w Krakowie zagrają dla nas wszystko... I te bisy... Zwłaszcza Listopad, którego zabrakło w Zabrzu... "A później taki czas, że wszystko jest już śliczne..."- jak śpiewa Kult... czyli "Leszek" i "Sto tysięcy..." Piękniejszych bisów na koniec nie można się było spodziewać...

A po koncercie... nasze śpiewy pod sceną... czyli to czego Coma nie zaśpiewała, zaśpiewałyśmy (no... przynajmniej sie starałyśmy)- ja, Kasiak i Lia Później autografy, zdjęcia, chwila rozmowy... podziękowania Roguca dla nas (prawda Kasiak ), siedzenie w Studiu gdzieś do 2 w nocy, bo puścili nam Comę, więc jeszcze sobie pośpiewaliśmy I znowu podziękowania dla Kasiaka, że już po drugim koncercie ląduję u niej na noc.... ( i na pół dnia )

Zespół dał z siebie naprawdę wiele na tym koncercie, za co serdecznie im dziękujemy (nie, nie... nie z wyrazami szczerej niewdzięczność )

Podziękowania dla forumowiczów za to, że ich poznałam w taaaakiej ilości, za to, że tak niesamowicie się z nimi czuję, za to, że po prostu są

A teraz pozostaje czekanie na Łódź



Temat: Biblia - jest Słowem Bożym, czy zawiera Słowo Boże?

Lash, Źle czytasz Biblię jeżeli sądzisz, że ktokolwiek został predestynowany na potępienie zanim się urodził. Amen. Przewodasie i powiedz czy Mam wierzyć tobie czy Bogu?
Wybacz ale żenujące jest twoje zapieranie się tego co napisano
Szkoda
(8) Wszyscz mieszkańcy ziemi będą oddawać pokłon władcy, każdy, którego imię nie jest zapisane od założenia świata w księdze życia zabitego Baranka. (Apokalipsa (Objawienie) 13:8, Biblia Tysiąclecia)

(8) Bestia, którą widziałeś, była i nie ma jej, ma wyjść z Czeluści, i zdąża na zagładę. A zdumieją się mieszkańcy ziemi, ci, których imię nie jest zapisane w księdze życia od założenia świata - spoglądając na Bestię, iż była i nie ma jej, a ma przybyć. (Apokalipsa (Objawienie) 17:8, Biblia Tysiąclecia)

(15) Jeśli się ktoś nie znalazł zapisany w księdze życia, został wrzucony do jeziora ognia. (Apokalipsa (Objawienie) 20:15, Biblia Tysiąclecia)

(27) A nic nieczystego do niego nie wejdzie ani ten, co popełnia ohydę i kłamstwo, lecz tylko zapisani w księdze życia Baranka. (Apokalipsa (Objawienie) 21:27, Biblia Tysiąclecia)

Ogólnie rozumie ze dla ciebie mało jest istotne co napisano.. ty masz "łaskę" obejścia tego wszkze pewnie to nie słowo Boże ... a potencjalizm...
Jezus tylko potencjalnie wiedzial o Judaszu i tylko potencjalnie go wybrał i tylko potencjalnie jesteśmy zbawieni
a wszytko sprowadza się do słow mało co mnie obchodzi co napisano Wolę pisać niż czytać i stać sie Creatorem .... ..

twoja wola

Ale wiedz że i tak wszystkie twoje i moje dni spisano przed ich zaistnieniem ...

(1) Kierownikowi chóru. Dawidowy. Psalm. Panie, przenikasz i znasz mnie, (2) Ty wiesz, kiedy siadam i wstaję. Z daleka przenikasz moje zamysły, (3) widzisz moje działanie i mój spoczynek i wszystkie moje drogi są Ci znane. (4) Choć jeszcze nie ma słowa na języku: Ty, Panie, już znasz je w całości. (5) Ty ogarniasz mnie zewsząd i kładziesz na mnie swą rękę. (6) Zbyt dziwna jest dla mnie Twa wiedza, zbyt wzniosła: nie mogę jej pojąć. (7) Gdzież się oddalę przed Twoim duchem? Gdzie ucieknę od Twego oblicza? (8) Gdy wstąpię do nieba, tam jesteś; jesteś przy mnie, gdy się w Szeolu położę. (9) Gdybym przybrał skrzydła jutrzenki, zamieszkał na krańcu morza: (10) tam również Twa ręka będzie mnie wiodła i podtrzyma mię Twoja prawica. (11) Jeśli powiem: Niech mię przynajmniej ciemności okryją i noc mnie otoczy jak światło: (12) sama ciemność nie będzie ciemna dla Ciebie, a noc jak dzień zajaśnieje: <mrok jest dla Ciebie jak światło>. (13) Ty bowiem utworzyłeś moje nerki, Ty utkałeś mnie w łonie mej matki. (14) Dziękuję Ci, że mnie stworzyłeś tak cudownie, godne podziwu są Twoje dzieła. I dobrze znasz moją duszę, (15) nie tajna Ci moja istota, kiedy w ukryciu powstawałem, utkany w głębi ziemi. (16) Oczy Twoje widziały me czyny i wszystkie są spisane w Twej księdze; dni określone zostały, chociaż żaden z nich [jeszcze] nie nastał. (17) Jak nieocenione są dla mnie myśli Twe, Boże, jak jest ogromna ich ilość! (Ks. Psalmów 139:1-24, Biblia Tysiąclecia)

Bóg nie podgląda Fakt. On zapisał wszystko przed złożeniem świata. nie musi podgladać ten kto tworzy ...
Wiem wiem ... to potencajlizm.. Wszakże nic się nie dokonało ... Czyżby było tak że Bóg nie wie co jego postaci zrobią które wykreował - to znaczy mówi że wie ale tak naprawdę nie wie bo sobie "z tego zrezygnował" ... taki ślepy zegarmistrz.. choć księgi napisano mają czyste karty .... wot i folozofia
ja wysiadam biorę konia i cwałuje w kierunku niebieskich polan ....



Temat: Parafrazy życia
"A śmierć utraci swą władzę"
A śmierć utraci swoją władzę.
Ci, którzy pod wirami morza
Leżeli długo, też nie umrą z wiatrem;
Rozrywani przez konie, gdy pękają ścięgna,
Łamani kołem, nie złamią się kołem;
Wiara w ich dłoniach na pół sie przełamie
I w skroś przemknie przez nich zło o jednym rogu;
Choć końce się rozszczepią, oni wytrzymają;
A śmierć utraci swoją włądzę.
Dylan Thomas (fragment)
...piękne słowa, które co prawda rozmazują mnie feelingiem po ścianie i w które jednocześnie nie wierzę, lecz do tego wiersza mam szczególny sentyment...dziedzictwo i pamiątka po przyjacielu...
__________________
"Nie wchodź łagodnie do tej dobrej nocy"
Nie wchodź łagodnie do tej dobrej nocy,
Starość u kresu dnia niech płonie, krwawi;
Buntuj się, buntuj, gdy światło się mroczy.
Mędrcy, choć wiedzą, że ciemność w nich wkroczy -
Bo nie rozszczepią słowami błyskawic -
Nie wchodzą cicho do tej dobrej nocy.
Cnotliwi, płacząc kiedy ich otoczy
Wspomnienie czynów w kruchym wieńcu sławy,
Niech się buntują, gdy światło się mroczy.
Szaleni słońce chwytający w locie,
Wasz śpiew radosny by mu trenem łzawym;
Nie wchodźcie cicho do tej dobrej nocy.
Posępnym, którym śmierć oślepia oczy,
Niech wzrok się w blasku jak meteor pławi;
Niech się buntują, gdy światło się mroczy.
Błogosławieństwem i klątwą niech broczy
Łza twoja, ojcze w niebie niełaskawym.
Nie wchodź łagodnie do tej dobrej nocy.
Buntuj się, buntuj, gdy światło się mroczy.
(Dylan Thomas)
____________
"De profundis ..."
O morze, morze! Czyliż jest na tobie
gdzieś wyspa taka, gdzie bym mógł być sam,
jak w grobie?
O, niechaj pójdę tam...

Niech nikt nie przyjdzie tam, li anioł ciszy
niech serce moje, gdzie miota się krew,
uciszy
przez swój milczący śpiew.

O morze, morze! Taki anioł ciemny
jest dziś pragnieniem moim i tęsknotą;
duch, wskroś istocie wszelkiej obcy ziemnej,
słup stalaktytu przed zaklętą grotą...
[...]
A może znajdę wyspę, którą marzę,
gdzie tylko cisza wiekuista trwa,
w bezmiarze
tylko ruch fali drga...

Gdy mi twą rękę na sercu położysz,
duchu milczenia z skrzydłami ciemnemi:
wzdrygniesz się w sobie cały i zatrwożysz,
bo oto idę ku tobie tam - z ziemi...

Gdy krwią mi serce wre, gdy nic nie mogę,
choćbym za chwilę czynu życie dał:
pożogę
zgaś pragnień, stłum ich szał...

Lepiej już iście jak meteor minąć,
gdzieś na przepastny morski zabiec szlak
i zginąć,
niż być bezsilnym tak!...
(Kazimierz Prerwa-Tetmajer)
________________
...
Już nie ma tych miasteczek, gdzie szewc był poetą,
Zegarmistrz filozofem, fryzjer trubadurem

Nie ma już tych miasteczek, gdzie biblijne pieśni
Wiatr łączył z polską piosnką i słowiańskim żalem,
Gdzie starzy Żydzi w sadach pod cieniem czereśni
Opłakiwali święte mury Jeruzalem

Nie ma już tych miasteczek, przeminęły cieniem
I cieniem kłaść się będzie między nasze słowa,
Nim się zbliżą bratersko i złączą od nowa
Dwa narody tym samym karmione cierpieniem
(A. Słonimski, Elegia miasteczek żydowskich)

...i masa innych,ale qrcze, lubię dzielić się takim pięknem, a miejsca zawsze za mało... [/i][/b]



Temat: "Niska Metoda" - Postacie [Warcraft d20]
Zegarmistrz

*Pokój w mieście Hun-raba, wiosna.

Sufit był ciemny. Ktoś powiedziałby, że był czarny, ale wcale taki nie był. Był ciemny i mężczyzna dobrze o tym wiedział. Leżał i rozmyślał nad niepewnym sensem własnej egzystencji. Ledwo co uszedł z życiem po spotkaniu z wiecznym łowcą Tyihiriliasem, a tu już nachodzą go myśli o tym, co stanie się kiedy czas dobiegnie do końca. Wzdrygnął się na tą myśl. Zapalił fajkę i chwycił się za ranny, obandażowany bok. Nawet to mogło już dawno strącić go w otchłań śmierci, ale nie zrobiło tego. Dlaczego? Czy jako słudze czasu Zegarmistrzowi przeznaczony jest inny los? Umrzeć ze starości? Kiedy on nie chciał! Życie było dla niego wszystkim jak i wszystkim jest dla każdego innego. Mężczyzna jednak umiłował je na swój szczególny sposób i skrycie lękał się. Bał się śmierci i to panicznie. O ile był gotów zejść w boju, przebity strzałą, czy z głową odrąbaną orkowym toporem, o tyle perspektywa śmierci jako sędziwy starzec przerażała go jak mało co na świecie. Dlaczego tak jest? Dlaczego tak łatwo stracić tu życie, ale czemuż jest to przeznaczone tylko tym, którzy tego nie chcą i odwrotnie? Los… Te słowo było puste. Mężczyzna gardził nim, gdyż znał prawdę. Wiedział, że los i przeznaczenie to wymysł tylko i wyłącznie głupców, którzy nie potrafią wytłumaczyć sobie niektórych dziwnych zdarzeń. Dla Zegarmistrza nic nie było zaplanowane przez przeznaczenie, bądź inną wyssaną z palca tezę, a wszystko toczyło się swoim biegiem. Bez interwencji bogów, czy zbiegów okoliczności. Życie trwało. Trwało w czasie, a myśl, dręcząca dzisiejszego wieczoru umysł mężczyzny, przepełniała go trwogą. Bał się tego, co będzie po… Nie chciał umierać. W żaden sposób nie chciał odejść z tego świata. Dlatego tak rozpaczliwie trzyma się czasu i dlatego życie jego podobne jest do wiecznej ucieczki…

*Pola Zeshu, wiosna.

Mag wiedział, że ten parszywiec zaraz tu będzie. Mimowolnie wyczuwał drżenie kłosów i jęki przerażonych myszy. One także przed nim uciekały, choć w sposób diametralnie inny niż mężczyzna. Ten zrobił jeszcze krok w stronę rozłożystego dębu, po czym odwrócił się na pięcie i wpił swą mahoniową w glebę. Ku zaskoczeniu maga nikogo tam jeszcze nie było. Eksplodował ból, przeogromny, niemal strącający w otchłań nieprzytomności. Trzeba było zacisnąć zęby i rzucić się na ziemię z krwawiącym bokiem.
- Śmierć idzie po ciebie! – ryknął Tyhirilias, wywijając swymi nożami niczym wachlarzami podobny do kobiet z egzotycznych krain. Zegarmistrz nie myślał teraz o tym co będzie, lecz o tym co jest. Być może owa fala adrenaliny zwykła się nazywać strachem. Tyle że strachem prze czym? Przed śmiercią, przed nożem, przed kolejnym bólem, czy przed najemnym zabójcą, który ładował właśnie bełt do swej lekkiej kuszy. W gruncie rzeczy, mężczyzna sam nie pojmował przed czym. Wiedział, że siedzi to głęboko w nim i pragnie wyjść. Nie sądził, że to dzisiejszego wieczoru uświadomi sobie czego tak naprawdę się lęka. I o dziwo nie było to nic związanego z obecną sytuacją. Przynajmniej nie bezpośrednio.
- Hai! – wrzasnął oszalały z satysfakcji assasyn, wypuszczając pocisk. Ten pomknął w stronę maga, będąc jednak zbyt wolnym. Mężczyzna skutecznie uniknął śmierci przy pomocy czasu, który wypełniając jego ruchy pozwolił mu nienaturalnie szybko przemieścić się z jednego miejsca w drugie. Kolejnym ruchem był szturm na umysł Tyhiriliasa osłupiałego z podziwu. Drąg maga przytwierdził się do czoła najemnika, mieniąc się słabym, szarym światłem. Blask zyskał swe odbicie w spojrzeniu Zegartmistrza, który z niesłabnącą obojętnością uaktywnił potęgę czasu, powodując, że wszystko wokół poczęło drżeć. Assasyn nie potrafił się ruszyć, a na jego twarzy pojawiły się momentalnie ogromne zmarszczki. Ręce osłabły podobne do starczych, podobnie stało się ze zwinnymi niegdyś nogami zwiadowcy. Włosy poczęły siwieć i wypadać, a przerażony Tyhirilias wpatrywał się bezmyślnie w twarz swego kata. Zegarmistrz właśnie spostrzegł, iż jest powiernikiem tego, czego lęka się najbardziej na świecie. Gdyby czas zabrał go z tego świata, mag umarłby zatrwożony…



Temat: Uri Geller na RTL


| Jako sceptyk uważam, że takie tłumaczenie jest nie tylko niedorzeczne,
| ale daje - wbrew zamiarom malgi - wspaniały argument na poparcie
| paranormalności tego fenomenu:

| 1. Takim tłumaczeniem od razu potwierdzasz wiarygodność probantów,
| bo uznajesz za prawdziwe to, co zobaczyli. Ten, kto to wymyślił, musiał
| zatem mieć pewność, że probanci byli wiarygodni, chyba że pisał bzdury
| nie poparte żadnym doświadczeniem.

Tzn. uwazasz ze zobaczyli cos co nie jest prawdziwe? Mieli halucynacje?


Malgi wątpi w wiarygodność świadków (probantów). Swoim tłumaczeniem
potwierdzasz, że probanci mówili prawdę o samym fakcie spontanicznego
"naprawienia się" zegarków. To duży zysk na korzyść zwolenników para, gdyż
wiarygodność relacji w tych zjawiskach jest jedną z najważniejszych i
jednocześnie najtrudniejszych kwestii.


| 2. Gdyby to były smary, które ulegają rozrzedzeniu pod wpływem ciepła,
| wówczas zegarki nigdy by się nie "popsuły" noszone na ciepłym przecież
| przegubie ramienia z mniej utlenionym, nowszym wówczas smarem! Nie
rozumiem,
| dlaczego miałyby teraz ruszyć?! Przecież jakość smaru - lub tego, co po
nim
| zostało - z pewnością jest gorsza, a temperatura werku trzymanego przez
| kilka chwil zegarka jest jeszcze daleka od temp. werku zegarka noszonego
na
| ręce przez cały dzień.

Zwaz ze mowimy o wielu, wielu telewidzach. Wielu z nich jako "zepsuty
zegarek"
potraktowalo np. stary zegarek ktory od lat lezy w szufladzie i nie
chodzi. Nie
konieczne zreszta przestal chodzic na przegubie ale np. wlasnie w
szufladzie, na
stole itd... NIe sadzisz chyba ze kazdy z telewidzow przed programem
szczegolowo
zbadal swoj zegarek u zegarmistrza? Nawet jesli na 100 zegarkow 1 w takich
warunkach zaczal chodzic to i tak byloby sporo telefonow do TV.


To prawda, ale niektórzy telewidzowie mieli "udokumentowanie" zepsute
zegarki. Zepsuty zegarek Jaucha również zaczął chodzić. Zresztą Geller
trzymał je w ręku zbyt krótko, by werk mógł się dostatecznie rozgrzać od
garści. Niemożliwe. Za krótko.


| 1. Pierwszy eksperyment w niemieckiej TV sprzed 30 lat nie wymagał, by
| probant trzymał zegark w zaciśniętej dłoni - wystarczyło, by położył go
na
| stole i lekko pocierał, a mimo to telefony do redakcji urywały się w
całej
| Bundesrepublice.

Zwracam uwage na slowo "pocieral".


A ja na przysłówek "lekko".. Prawie nie dotykał..


| 2. W czasie środowego pokazu zaczęły chodzić zepsute zegarki ustawione
na
| stole, których Geller nie dotykał! Było ich chyba 2 lub 3 sztuki na ok.
100.

A wszystko sie dzialo w dobrze oswietlonym studiu. Czy wiesz jak
reflektory
potrafia grzac?


Tylko czemu nie zaczęły chodzić przed eksperymentem? Leżały na stole przez
dłuższą chwilę, gdy Geller przeprowadzał pierwszy pokaz z busolą. Potem
jeszcze gadali z kilka minut - do eksperymentu z zegarkami minęło
przynajmniej 10-15 minut. W pełnym świetle..


| 3. Wg zegarmistrza będącego przewodniczącym Landowej Izby Rzemieślniczej
| Cechu Zegarmistrzów i nadzorującego przebieg eksperymentu podczas
programu,
| jego zepsuty zegarek "zaczął chodzić, choć nie powinien, gdyż brakuje mu
| kamiennej przykrywki na kółko kotwiczne" (tłumaczę dosłownie, bo nie
znam
| fachowych określeń). "Gdyby [Uri Geller - dop. O.] zaczął u mnie
pracować,
| musiałbym natychmiast zwolnić ośmiu zegarmistrzów" - odpowiedział na
pytanie
| Jaucha, czy zatrudniłby Gellera w swoim warsztacie.

Trudno mi cokolwiek powiedziec na ten temat gdyz nie  mam pojecia co to
jest
"kamiennej przykrywki na kółko kotwiczne" i jak jego brak wplywa na


zegarek.

I nie wystarczy zapewnienie zegarmistrza, że "ten zegarek nie może chodzić"?


Tak czy inaczej zeby stwierdzic czy Geller ma jakies wlasciwisci para-
nalezaloby przeprowadzic eksperyment w znacznie bardziej kontrolowanych
warunkach, przeprowadzic badania porownawcze i przede wszystkim zaprosic
do
studia dobrych zawodowych iluzjonistow. Ale pewnie tego nie zrobiono,


prawda?

Bynajmniej, Geller miał być sprawdzany przez CIA i Min. Obrony USA, z czego
zrobiono dokumentację. W programie przedstawiono część wyników. Miały one
potwierdzać nadzwyczajne zdolności. Problem w tym, że nie są one
intersubiektywnie sprawdzalne - zatem nie podlegają podstawowemu kryterium
badawczemu nauki. Nie tracą bynajmniej na swojej ważności - pozostają
udokumentowanymi faktami paranaukowymi.





Temat: Osobno-zbiorowy Fan Fick o BeyBlade
Alex wstał i dotknał głowy. Bez wielkiego zdziwienia stwierdził, że u jego stóp leży jego ciało, z krwawa miazga zamiast głowy. Z każda sekunda, każdym zbędnym oddechem i mrugnięciem oka, swiat zdawał sie oddalony, mniej ważny. Obcy.
Widział, że policja szybko zgarneła Borysa po pierwszym strzale, tak, ze nie dał rady zrobić krzywdy nikomu innemu. Widział jak Brian i Tala podbiegaja do jego ciała. Obaj mieli łzy w oczach.
To smieszne, pomyslał Alex sam do siebie, nigdy nie widziałem, zeby Tala płakał...
CZASAMI KAŻDY PŁACZE...PRAWIE...
Głos odezwał sie w jego głowie, tak jakby wiadomosć o tych słowach została przesłana do mózgu, ale samo zdanie nigdy nie zostało wypowiedziane...Chłopiec odwrocił sie i zobaczył stojaca przed nim wysoka chuda postać w czarnej długiej, powłuczystej szacie. Trzymała kosę, kosa ta była prawie przezroczysta i wydawalo sie, że przecinała na pół absolutnie każda czasteczke która, na skutek wolnej dyfuzji wleciała na jej ostrze. Postać odchyliła kaptur. Zamiast twarzy miała czaszke, z dwoma błękitnymi swiatełkami w oczodołach.
-Ah...To ty....A więc jednak szkielet z kosa...Dosć banalne...
NAWET NIE WIESZ JAK CZĘSTO TO SŁYSZE...
-Więc czemu tak? Czemu dla kazdego nie ma innej?
ÂŚmierć cie zasepił, przekrzywił głowe i mruknał
TO CHYBA TAK ZWANA SMIERĆ LINIOWA...
Ah..Ale...czemu sie ciebie nie boję?
LUDZIE NIE BOJA SIĘ ÂŚMIERCI...
Boja...
Miedzy smiercia A ÂŚMIERCIA JEST RÓZNICA...JA JESTEM JEDYNIE ANTROPOMORFICZNA PERSONIFIKACJA...POZA TYM NIE WYDZIELAJA CI SIE JUZ HORMONY KTÓRE...
-Dobrze! Rozumiem!Krzyknał chłopak, byle tylko nie słyszec wykładu. Rozejrzal sie w koło. Zamiast starej obskórnej ulicy, wszedzie był ciemny granatowy piasek. Nad nim rozposcierało sie ciemno granatowe niebio.
-Czy mam przez to przejsć?
TAK
Alex owdrócil sie, bo zdawalo mu sie, że cos słyszy. Za nim, na sporym kamieniu siedziała normalnych rozmiarów, jasniejaca idealnie białym swiatłem sowa. Jej oczy były niby halogeny, jedyne zródło swiatła na całym osobistym swiecie Alexa.
-Owlrion!? Co ty tutaj robisz!? Alex uradowany podbiegł do sowy, która wleciala mu na ramie.
PRZYBYŁ ODPROWADZIĆ CIE...BĘDZIE Z TOBA AŻ DO CZASU, GDY ZOSTANIE KOMUÂŚ PRZEKAZANY...
-Czyli... Za miesiac może odlecieć?
TAK...I NIE...CZAS TUTAJ TO RZECZ BARDZO OSOBISTA...
-Ah...Alex sam sie sobie dziwil, czemu to wszystko rozumie. Moze smierć, albo ÂŚmierć uwalniala umysł?
POPATZ TAM JESZCZE...Zachęcił ÂŚmierć wskazujac palcem w strone kamienia. Stał tam także mężczyzna. Jego postac była szalenie mętna, eteryczna. Był ubrany w garnitur.
-Zegarmistrz?Alex ukłonił sie.-Dziękuje panu. Zegarmistrz skłonił sie lekko, i odszedł.
TERAZ WRÓĆMY DO TEMATU. MASZ PRZEJÂŚĆ PRZEZ TĘ PUSTYNIĘ.
-A co jest na końcu?
A W CO WIERZYŁEÂŚ?
Alex zastanowil sie. Zawsze sadził, ze jesli pod koniec życia będzie mógł spojrzeć w lustro bez obrzydenia, bez uczucia, ze widzi kogos złego i bezwzgledneg to bedzie dobrze.
Teraz mógł spojrzeć...Co prawda z drobnym grymasem ale mógł.
-Wierzyłem...że jakos to będzie...
A WIĘC BĘDZIE.
Alex, z Owlrionem na ramieniu ruszył w głab pustyni.



Temat: Co twierdza ewolucjonisci?


Ewolucjonisci twierdza, ze zycie powstalo przypadkiem, tymczasem
Automateusz przekonuje, ze ewolucja nie opiera sie na przypadku.
Na czym wobec tego sie opiera?


Powstanie życia to biochemia, dopiero jak ono powstało, możesz mówić o
ewolucji. I nie pytaj o definicje życia (jest podobno jakaś nowa,
polska, bazująca na cybernetyce), bo zaraz zaczniemy dzielić włos na
czworo np. czy wirusy są żywe itd.


Zestaw kwestii:
[...]
Dlaczego czlowiek ma 2 rece i 10 palcow, a nie 4 rece i 24 palce?


"Dlaczego mówi się szewc i krawiec, a nie krawc i szewiec?"


Dlaczego istoty inteligentne na Ziemi to malpopochodne ssaki, a nie
np. owadopodobne insektoidy?


Poczytaj coś o systemie oddechowym owadów i zastanów się, gdzie poza
filmami SF widziałeś owada większego niż 20 cm.

W jaki sposob powstaja nowe gatunki?
Co to jest i jak dziala dobor naturalny i od czego on zalezy?


[Tu wstaw np. "Ślepy zegarmistrz", pierwsze wydania "O powstawaniu
gatunków", "Ewolucja w działaniu")


Czy dobor naturalny zalezy od warunkow otoczenia, czy warunki
otoczenia zaleza od doboru naturalnego?


:-)))))) Wiedziełem, że nie raczyłeś nawet poczytać o ewolucji, ale
żeby aż tak?


Skad sie biora mutacje?


Powstają podczas replikacji i rekombinacji DNA.

Do czego prowadza mutacje?


To zależy, na które geny padło.

 Ktore mutacje powoduja powstanie nowego

gatunku i dlaczego, ktore natomiast nie powoduja powstania nowego
gatunki i dlaczego?


Mutacja sama z siebie to prowadzi do powstania mutanta, przestańcie z
tymi mutacjami. Dobór naturalny i mutacje są niezbędne, RAZEM.
I słowo mutacja, ma znaczenie zależne od tego sotusjącego to pojącie.
Dla jednych to dwugłowe ciele, dla innych inne umaszczenie zwierzęcia.


Jaka jest skutecznosc przetrwalna mutacji pozytywnych i negatywnych
oraz co oznaczaja mutacje pozytywne (dlaczego pozytywne?) i
negatywne (dlaczego negatywne)?


Miarą "sukcesu" w tej grze jest przetrwanie i rozmnożenie. Nigdy nie
wiesz do końca, co jest dobre. Weź taką chorobę jak anemię sierpowatą.
Mając oba geny, chorujesz. Czyli nosicielie powinni odejść w niebyt,
ale mając jeden gen jesteś odporny na malarię (i ryzyko, że twoje
potomstwo może chorować na anemię). Tak samo jest z mukowiscydozą i
durem brzusznym. Czy to jest mutacja pozytywna, czy negatywna?
To zależy, od tego, czy mieszkasz w malarycznej okolicy? A jak się
przeprowadzisz, albo klimat się zmieni


Czy wszystkie mutacje sa rownouprawnione, czy sa mutacje
preferowane, czy sa mutacje wsteczne (wyksztalcone np. organy
zanikaja) i co decyduje o tym, jaka mutacja akurat zajdzie. Po co
zachodza mutacje wsteczne (czy
  czlowiek mial ogon i dlaczego go stracil, nie tracac np. wyrostka
robaczkowego) ?


Znowu mutacje, to jakaś obsesja. Masz może wzorcowy ludzki genom? Czy
rudzi to mutanci, albo Murzyni?


No i gdzie sa formy przejsciowe mutacji?


"Formy przejściowe", to co, pół genu mu się podmieniło?


Moze to rzuci troche swiatla na metne teorie ewolucjonistow.


Na razie rzuciło trochę światła na twoje wyobrażenia o bioologii.





Temat: Wiara czy naiwność?

Bóg jest doskonały,a co za tym idzie- wszechmogący i wszechwiedzący. Sama wszechwiedza nie wynika z tego, że jest on ponad czasem, ale Jego wszechwiedza dotycząca nas - ludzi i tego świata - wynika z tego że - wczoraj, dziś i jutro - dla Boga są jakby jednością - więc jego wiedza na temat naszej przyszości jest związana z tym, że jest on ponad czasem, w którym my - ludzie - żyjemy.

Wynikałoby z twoich słów, że twierdzenie Biblii iż człowiek został stworzony na podobieństwo Boże, może zakrawać co najmniej na kpinę i cynizm. Jak istota, która jest zdegenerowana, ograniczona i będąca pionkiem w grze wielkich tego i niematerialnego świata może być dziełem Boga? Otóż jeśli chodzi o mnie jestem zwolennikiem twierdzenia, że człowiek nie jest tym za kogo się uważa, że jego natura jest całkowicie odmienna i zbliżona naturze boskiej, jest nieograniczony i niezniszczalny, lecz skutkiem własnej niewiedzy (i nie dlatego, że jakiś tam szatan go zmonił, chociaż te siły rzeczywiście istnieją i tyranizują, w sposób subtelniejszy nie tylko Ziemię, ale inne światy), czy dosadniej, durnoty odpadł od Światła, czyli od Boga, wpadł w amnezję, utożsamił z materią i określił rzeczywistość materialną za jedyną, zaś zmysły i mózg, za jedyne (i słuszne!) narzędzia poznania. Jeśli chodzi o mój pogląd na rzeczywistość, traktuje to jako swoistą wirtualną przestrzeń, coś w rodzaju gry projektowanej przez maszynę, a więc mózg i ciało (nie sugerowałem się tutaj filmem Matrix, aczkolwiek film ten niesie pewne prawdy i przesłanie, że nic nie jest takie na jakie wygląda), ludzie są tutaj jako gracze, którzy są a zarazem ich nie ma bo są złudzeniem (ich ciała). Prawdziwą rzeczywistością jest dla mnie wnętrze czyli dusza, nie ciało i sam umysł, który jest tylko odbiciem projekcji duszy. Wiem, że to co piszę jest kontrowersyjne, zresztą sam jestem uważany za osobę kontrowersyjną, ale kto interesuje się ezoteryką, podróżami poza ciałem w inne wszechświaty, ten odbierze to z dozą zrozumienia.


My, ludzie owszem mamy pewne przypuszczenia, czy jak to okresliłeś "fragmentaryczną wiedzę" na temat przyszlości, jednak to co wiemy, to wynik pewnych skojarzeń, wykresów, badań na podstawie tego co dotychczas się wydarzyło, lub co trwa itp.


Już Kant (bądź co bądź szanowany przeze mnie filozof oświecenia) stwierdził, że prawa formułowane przez naukowców, są tylko próbą uporządkowania, nie określają rzeczywistości taka jaka jest ona naprawdę. Kant nie miał pełnego zaufania do zmysłów i intelektu, lecz uznał je za jedyne narzędzia poznania, aczkolwiek niedoskonałe operujące schematami, które niekiedy są wysoce nietrafne, jeśli chodzi o w pełni obiektywną ocenę zjawisk, i nie chodzi tutaj także o wiedzę samej przyszłości. Zresztą naukowcy nie określają tego, dlaczego świat istnieje, czy istnieje nieskończoność, co jest centrum wszechświata, nie rozwiązali problemów egzystencjalnych, dlaczego człowiek odczuwa samotność, dlaczego na świecie jest tyle zła i cierpienia. Na co więc, przydają się prawa natury, które oni określili, jeśli zazwyczaj odnoszą się one jedynie do spraw techniki, która jak wiecie rozwiązała pewne problemy zewnętrzne, lecz wnętrza człowieka nie zmieniła, inaczej mówiąc człowiek wciąż jest egoistą, ma wszystkich w d.... i długo by tak wymieniać. Te przemyślenia, wynikają z doświadczeń i obserwacji tego co się dzieje na świecie.


Nie wiesz gdyż nie możesz wykroczyć poza czas, poza tu i teraz. Żeby to poznać musiałbyć razem z Michaelem Foxem teleportować się w przyszłość machiną do przemieszczania w czasie:wink:Rozumiesz? Bóg zna doskonale przyszłość- bo jest poza odmierzaniem czasu, poza czasem, w wiecznym i niezmiennym teraz. I to on jest zegarmistrzem świata

Czym jest czas? Dla jednych obiektywnie on upływa, lecz subiektywnie odczuwamy go na własną modłę. Dla jednego chwila jest wręcz wiecznością, dla drugich czas mierzony na godziny, mija bardzo szybko. Są też tacy, jak już wcześniej wspomniano którzy uważają że nie ma czasu wogóle, jest on złudzeniem wytwarzanym przez ciało, a zwłaszcza umysł, który ma nawyk do zapamiętywania i porządkowania zdarzeń, sprzyja również temu starzenie, a także pory roku, dzień, noc które stwarzają pozory upływu czasu. Wg. mnie czas istnieje, ale tylko umownie, stworzony na potrzeby cywilizacji, bo nie sądzę, żeby człowiek pierwotny zajmował się mierzeniem czasu, którego pojęcia nawet nie znał. I przychylam się do tego zdania. To tyle, więcej nie mam nic do powiedzenia, zresztą, nie jestem zwolennikiem dyskusji, bo te przeradzają się w bezsensowną licytację, tych którzy chcą mieć rację.



Temat: Marcin Przybyłek
To Toudisław
Coś tak czułem że to niezły rozrabiaka. Niby taki mały, uczynny, zielony...
W polskim tłumaczeniu jakiś człowiek dodał słowo "wada"
Przyznam, że tej "wady" jakoś nie złapałem. Może dlatego że czasami korzystam z uprzejmości C+ i przełączam fonię na oryginalną. Nie zawsze, lecz w wypadku SC grzechem byłoby pokrywać lektorem tak pasujące do konwencji mamrotanie willisowe. Zresztą tłumoczenia różne, a szczególnie filmowe to historia sama w sobie na odrębny wątek. Choć czasami nieco zahaczający o meritum tej dyskusji. Jak, na przykład, zasłyszane kiedyś sformułowanie "brawo jankesi". Samo w sobie niewinne, lecz jeżeli film jest o dzielnych chłopakach w skrzydlatych maszynach obrzucających wzajemnie się gradem pocisków i w eterze leci "Bravo Yankee, good luck!" to raczej nie wypada mówić o jankesach. A gdyby oznaczenie kodowe dywizjonu byłoby BZ to "brawo zulusi"? Zapewne przeciętny odbiorca nie zna całego alfabetu kodowego i ciężko byłoby mu z marszu przeliterować SP-WHX, lecz od tłumacza wymagałoby się choć chwilowego zaangażowania i pogmerania w źródłach. Co tam grzebania - każdy okoliczny pilot szybowcowy musi takie pierdoły o drugiej w nocy wybudzony w ciężkiej zalewie spirytusowej.
Znaczy, że długo kusza nie powinna być naciągnięta? (...) ale sam naciąg jest niezdrowo ponad czas utrzymywać? Zepsuje broń?
Właśnie. Szczególnie pozostając w kontekście ówczesnej metalurgii. Oczywiście można sobie wyobrazić iż zbuduje się kuszę, dla której stan "naciągnięty" (czyli ilość zakumulowanej energii wystarczy do wystrzelenia bełtu z odpowiednią prędkością) jest daleko od granicy wytrzymałości materiałowej dowolnie wybranego materiału, lecz postaw sobie teraz jakie byłoby to ustrojstwo poręczne inaczej. Poza tym (pomijając samo wypadanie bełtu, wszak można się uprzeć na jakiś sprytny mechanizm utrzymujący go na miejscu) koncepcja jazdy konnej, z założenia i natury mocno wstrząsanej, z załadowaną bronią umieszczoną w pobliżu zadków własnego i konia nie należy do najszczęśliwszych. Ja bym tak nawet kałacha nie woził (wyobrażasz sobie w ogóle nawet nosić na co dzień karabin z odciągniętym zamkiem?), a co dopiero kuszy.
Japoneczka zginąć ugodzona własnym bolcem
He, he, he... - śmiech śliniącego się oblecha
zgrzyt łyżew Ciri powinie był zdradzać ją na kilkadziesiąt metrów i z podchodów nici.
No patrzaj - IMO nie bardzo. Kluczowym elementem jest tutaj mgła. Kiedyś, w ramach nudów przy paskudnej pogodzie, postanowiliśmy z kumplami sprawdzić ile jest prawdy w opowieściach o mgle i błądzeniu. A że tego wieczora zaciągnęło naprawdę paskudnie, to wyszliśmy na łąkę. Wiesz jakie to jest frustrujące gdy się gubisz na własnym lotnisku?! Naprawdę gdy zaczyna brakować punktów odniesienia umysł dostaje jakiegoś pomieszania i zdecydowanie głupieje. A wszyscy byliśmy już z uprawnieniami do lotów bez widoczności! Tu ciekawostka - ptaki nigdy dobrowolnie nie wlatują w chmury. Mimo swego "wyposażenia" w czaszce. A człowiek bez wsparcia przyrządów przy maksymalnym wysiłku intelektualnym jest w stanie tylko krótki czas nawigować "przyrostowo". Sam kiedyś wyszedłem z chmury na plecach z lewym zwisem i z tendencją do nurkowania, a byłem na sto procent pewien że mam problem, bo chyba się wznoszę w jakiejś wariackiej pętli. Tak więc, wracając do Ciri, sytuacja jak najbardziej prawdopodobna. Co więcej, dźwięki we mgle rozchodzą się inaczej, dziwacznie. Więc składając to wszystko do kupy wyobraź sobie teraz zestresowanych gostków (czynnik dodatkowy - lód trzeszczący pod nogami) zagubionych w białej wacie na białej powierzchni, którzy właśnie słyszą zgrzytające łyżwy, tyle że nie mogą zlokalizować kierunku. A po pierwszej krwi to można tylko robić w gacie w panice. Pytanie jest inne - jak Ciri ich wyszukiwała? Radar?
położenie wszystkich gwiazd przeliczałem ze skali 360 stopniowej na 400 stopniową. Kto to sprawdzi? Ja wiem, jak wygląda Orion, Kasjopeja i inne gwiazdozbiory z perspektywy Alsafi, ale kto to sprawdzi?
Zapewne niewielu. Ale dla mnie właśnie w tym rzecz, że jest dobrze, że gdy ktoś się uprze i sprawdzi, to mu się zgadzać będzie. Tym bardziej że nie jest to nieistotny detal. To element budujący określony klimat. Poza tym właśnie taka staranność autorska, gmeranie w detalach, konstruowanie spójnej wizji, prędzej czy później się objawi. IMO właśnie dlatego pewne książki się połyka bez problemu, bo nie mają "ości", wystających i wrednych elementów klinujących w czytelniczym gardle.
Wcześniej powołałem się na Gaimana, lecz chyba lepszymi przykładami są "Alicja w Krainie Czarów" i "Alicja po drugiej stronie lustra". Arcydzieła jak dla mnie. Dodatkowym smaczkiem jest to, że napisał je matematyk. I to widać! To są książki solidnie i konsekwentnie skonstruowane, często bazujące na matematycznych abstrakcyjnych konceptach, ubranych tylko w szatki maskujące. I dlatego też, moim zdaniem, tak wielu naśladowców się wyłożyło twarzą w błoto (i wykłada nadal) usiłując podobnie wzlecieć w rejony abstraktu. Bo się im wydaje, bo mają mylne przekonanie że wystarczy tylko zamieszać w garnku i już. A tu trzeba prawdziwego Zegarmistrza Światła Purpurowego by mieszać ten błękit w głowie
powstaje taka idea: warto się trzymać tych wszystkich naukowych spraw, bo w rezultacie dają jakąś dodatkową wartość dość subtelnie zaznaczoną, to Twoja teza, prawda, Fodniku?
Pięknie powiedziane i celnie.
Z trzeciej strony, naukowość, jeśli nie przeszkadza, nie stanowi o wielkości dzieła.
No jasne. Inaczej hitem księgarskim byłyby "Raporty zebrane z prób zmęczeniowych profili zamkniętych". Hm... ciekawa koncepcja



Temat: Stworzenie świata-qui bono?
Jako podsumowanie, lub zacheta do kontynuacji wątku:

KKK 279 "Na początku Bóg stworzył niebo i ziemię" (Rdz 1,1). Tymi uroczystymi słowami zaczyna się Pismo święte. Symbol wiary podejmuje te słowa, wyznając Boga Ojca wszechmogącego jako "Stwórcę nieba i ziemi", "wszystkich rzeczy widzialnych i niewidzialnych". Powiemy więc najpierw o Stwórcy, następnie o Jego stworzeniu, a w końcu o upadku na skutek grzechu; by podnieść nas z tego grzechu, przyszedł Jezus Chrystus, Syn Boży.

KKK 280 Stworzenie jest podstawą "wszystkich zbawczych zamysłów Bożych", "początkiem historii zbawienia",101Kongregacja do Spraw Duchowieństwa, Ogólne dyrektorium katechetyczne, 51. osiągającej punkt kulminacyjny w Chrystusie. I odwrotnie, misterium Chrystusa jest decydującym światłem oświecającym tajemnicę stworzenia; ono objawia cel, dla którego "na początku Bóg stworzył niebo i ziemię" (Rdz 1,1). Od początku Bóg miał na względzie chwałę nowego stworzenia w Chrystusie (Por. Rz 8, 18-23).

KKK 281 Dlatego właśnie czytania Wigilii Paschalnej, celebracja nowego stworzenia w Chrystusie, zaczynają się od opisu stworzenia. W liturgii bizantyjskiej opis stworzenia stanowi zawsze pierwsze czytanie wigilii wielkich świąt Pana. Według świadectw pierwszych wieków w taki sam sposób przygotowywano katechumenów do chrztu (Por. Eteria, Peregrinatio ad loca sancta, 46: PLS 1, 1047; św. Augustyn, De catechizandis rudibus, 3, 5).

KKK 282 Katecheza o stworzeniu ma pierwszorzędne znaczenie. Odnosi się do samych podstaw życia ludzkiego i chrześcijańskiego, ponieważ precyzuje odpowiedź wiary chrześcijańskiej na podstawowe pytania, jakie stawiali sobie ludzie wszystkich czasów: "Skąd pochodzimy?", "Dokąd idziemy?", "Jaki jest nasz początek?", "Jaki jest nasz cel?", "Skąd pochodzi i dokąd zmierza wszystko, co istnieje?" Dwa pytania: pytanie o początek i pytanie o cel, są nierozdzielne. Obydwa decydują o sensie i ukierunkowaniu naszego życia i naszego działania.

KKK 283 Zagadnienie początków świata i człowieka jest przedmiotem licznych poszukiwań naukowych, które wspaniale wzbogaciły naszą wiedzę o wieku i wymiarach wszechświata, o powstawaniu form żywych, o pojawieniu się człowieka. Odkrycia te skłaniają nas do coraz głębszego podziwu dla wielkości Stwórcy, do dziękczynienia za wszystkie Jego dzieła oraz za rozum i mądrość, jakich udziela On uczonym i badaczom. Mogą oni powiedzieć za Salomonem: "On mi dał bezbłędną znajomość rzeczy: poznać budowę świata i siły żywiołów... pouczyła mnie bowiem Mądrość – sprawczyni wszystkiego" (Mdr 7, 17-21).

KKK 284 Na wielkie zainteresowanie tymi poszukiwaniami szczególnie silny wpływ wywierają zagadnienia dotyczące innego porządku, który przekracza zakres nauk przyrodniczych. Ważne jest nie tyle poznanie, kiedy i w jaki sposób wyłonił się kosmos, kiedy pojawił się w nim człowiek, co raczej odkrycie, jaki jest sens tego początku: czy rządzi nim przypadek, ślepe przeznaczenie, anonimowa konieczność czy też transcendentny, rozumny i dobry Byt, nazywany Bogiem. A jeżeli świat wywodzi się z mądrości i dobroci Bożej, to dlaczego istnieje zło? Skąd pochodzi? Kto jest za nie odpowiedzialny? Czy można się od niego wyzwolić?

KKK 285 Od początku wiara chrześcijańska została poddana konfrontacji z odpowiedziami na pytanie o pochodzenie świata, różniącymi się od jej odpowiedzi. W starożytnych religiach i kulturach znajdują się liczne mity dotyczące tego zagadnienia. Niektórzy filozofowie utrzymywali, że wszystko jest Bogiem, że świat jest Bogiem lub że stawanie się świata jest stawaniem się Boga (panteizm). Inni stwierdzali, że świat jest konieczną emanacją Boga, wypływa z tego źródła i powraca do niego. Inni jeszcze przyjmowali istnienie dwóch wiecznych zasad, Dobra i Zła, Światła i Ciemności, nieustannie walczących ze sobą (dualizm, manicheizm). Według niektórych z tych koncepcji świat (a przynajmniej świat materialny) jest zły, powstał w wyniku upadku, a zatem należałoby go odrzucić lub oderwać się od niego (gnoza); inni przyjmują, że świat został uczyniony przez Boga, ale w taki sposób, jak zegar przez zegarmistrza, który uczyniwszy go, pozostawił go samemu sobie (deizm). Są wreszcie tacy, którzy nie przyjmują żadnego transcendentnego początku świata, ale widzą w nim czystą grę materii, która istniała wiecznie (materializm). Wszystkie te próby interpretacji świadczą, 28 jak trwałe i powszechne są pytania dotyczące początków świata. Poszukiwania te są właściwe człowiekowi.

KKK 286 Z pewnością rozum ludzki jest zdolny do znalezienia odpowiedzi na 32 pytanie o początki świata. Istnienie Boga Stwórcy można bowiem poznać w sposób pewny z Jego dzieł, dzięki światłu rozumu ludzkiego (Por. Sobór Watykański I: DS 3026). chociaż to poznanie często jest zaciemnione i zniekształcone przez błąd. Dlatego wiara przychodzi, by umocnić i oświecić rozum w poprawnym poznaniu tej prawdy: "Przez wiarę poznajemy, że słowem Boga światy zostały tak stworzone, iż to, co widzimy, powstało nie z rzeczy widzialnych" (Hbr 11, 3).

KKK 287 Prawda o stworzeniu jest tak ważna dla całego życia ludzkiego, że Bóg w swojej łaskawości zechciał objawić swojemu ludowi to wszystko, co należy koniecznie wiedzieć na ten temat. Niezależnie od naturalnego poznania Stwórcy przez człowieka (Por. Dz 17, 24-29; Rz 1,19-20. Bóg stopniowo objawiał Izraelowi tajemnicę stworzenia. Ten, który wybrał patriarchów, który wyprowadził Izraela z Egiptu, a wybierając Izrael, stworzył go i uformował (Por. Iz 43, 1). objawia się jako Ten, do którego należą wszystkie ludy ziemi i cała ziemia, jako Ten, który sam "stworzył niebo i ziemię" (Ps 115,15;124, 8; 134, 3).

KKK 288 Objawienie prawdy o stworzeniu jest więc nieodłączne od Objawienia i urzeczywistnienia Przymierza Boga, Jedynego, z Jego ludem. Prawda o stworzeniu została objawiona jako początek tego Przymierza, jako pierwsze i powszechne świadectwo miłości wszechmogącego Boga (Por. Rdz 15, 5; Jr 33,19-26). Prawda o stworzeniu wyraża się więc z coraz większą mocą w orędziu proroków (Por. Iz 44, 24). w modlitwie psalmów (Por. Ps 104. i w liturgii, w refleksji mądrościowej (Por. Prz 8, 22-31. narodu wybranego.

KKK 289 Wśród wszystkich wypowiedzi Pisma świętego o stworzeniu trzy pierwsze rozdziały Księgi Rodzaju zajmują wyjątkowe miejsce. Z literackiego punktu widzenia teksty te mogą mieć różne źródła. Autorzy natchnieni umieścili je na początku Pisma świętego, tak żeby swoim uroczystym charakterem wyrażały prawdy o stworzeniu, jego początku i jego celu w Bogu, jego uporządkowaniu i jego dobroci, o powołaniu człowieka, a w końcu prawdy o dramacie grzechu i nadziei zbawienia. Czytane w świetle Chrystusa, w jedności Pisma świętego i w żywej Tradycji Kościoła, wypowiedzi te pozostają pierwszorzędnym źródłem katechezy o tajemnicach "początku": stworzeniu, upadku i obietnicy zbawienia.




Temat: Sean McMullen - Podróż Mrocznego Księżyca
Sean McMullen - "Podróż Mrocznego Księżyca"



Do nabrzeża przybijał dalekomorski statek handlowy. Na niebie wisiał Miral, ogromny, zielony, poprzecinany pasami krąg, otoczony trzema migotliwymi, też zielonymi pierścieniami. Gdy tylko statek dotknął kamiennej kei, marynarze i oficerowie gorączkowo przerzucili na brzeg trap i go umocowali. Przy grotmaszcie czekał szczupły, niewysoki człowiek w płaszczu sięgającym mu do pół łydki, z niewielkim pakunkiem na ramieniu; gdy tylko przestąpił reling i zszedł ze statku, cała załoga odczuła ulgę, jakby w letni wieczór owionęła ją chłodna bryza.
- Stawiałem czoło sztormom, katastrofom na morzu, bitwom, paru morskim potworom i przeżyłem nawet uroczystą kolację z wszystkimi pięcioma parami teściów, ale nigdy nie byłem tak przerażony, jak podczas tego rejsu - wyznał kapitan sternikowi, przyglądając się z pokładu rufowego krzątaninie załogi.
- I co teraz, sir? - zapytał oficer, przywiązując rudel.
- Wyładujemy towar, załadujemy następny i wypłyniemy z porannym odpływem. Mamy siedem godzin. Zdążymy.
- Po dwóch miesiącach na morzu, sir? Ludzie będą chcieli wyjść na brzeg i pohulać sobie.
- Chcesz mi powiedzieć, że któryś z nich zechce znaleźć się na brzegu w tym samym porcie, co to? - warknął kapitan, wskazując drobną, ciemną postać oddalającą się po kamiennej kei.
- Ach, tak, sir. Słuszna uwaga.
- W świetle Mirala nie rzuca cienia, ale światło lampy mu go daje - zauważył nagle kapitan.
- Bardziej mnie niepokoi to, że podczas podróży zniknęło ośmiu naszych pasażerów. Teraz pozostali chcą wracać prosto do Acremy, nie wychodząc nawet na brzeg.
- Zaoszczędzi to nam kłopotu szukania pasażerów - stwierdził kapitan i oddalił się, by pokierować rozładunkiem.
Nocne niebo było pogodne. Blisko Mirala wisiały trzy lunaświaty: pomarańczowy Dalsh, błękitna Belvia i biały Lupan. Kolor Verrala od tysiącleci stanowił przedmiot dyskusji, lecz większość uczonych przychylała się do opinii, że jest zielony. Dla mieszkańców Verrala Miral stanowił źródło wszelkiej magii, tak jak słońce dawało wszelkie życie. Wiedzieli, że bez światła słonecznego giną rośliny, zatem słońce było bezsprzecznie źródłem życia.
Doświadczenia mające wykazać, że źródłem magicznego eteru jest Miral, okazały się nieco trudniejsze; w gruncie rzeczy tylko jedno z nich dało jakiekolwiek wyniki. Czarnoksiężnicy zauważyli, że kiedy na niebie nie ma Mirala, jedyny vampir na całym Verralu śpi jak zabity. Niestety, vampir uciekł, zanim można było przeprowadzić dalsze doświadczenia, i w tym celu ścigały go od wieków całe pokolenia czarnoksiężników. Dość spora liczba innych osób ścigała go tylko po to, by spróbować zakończyć jego niemartwe życie, lecz w ciągu siedmiu stuleci ukrywania się zdolność przetrwania vampira dorównała ostrości jego kłów. Teraz przybył do Torei.
- Cały kontynent rojący się od złodziei, łajdaków, bandytów, oszustów, handlarzy niewolników i minstreli śpiewających fałszywie długie, nudne ballady - szepnął do siebie Laron, zatrzymując się na końcu kei. - Są moi! Wszyscy są moi!
W tawernie pod otwartym niebem starszy czarotwórca wyczarował z czystego eteru ku rozrywce pijących małą, skąpo odzianą tancerkę. Obok niego oswojony smokon kupca winnego palił kłębuszkami ognia przelatujące ćmy i chwytał je, zanim spadły na ziemię. Kiedy Laron przyglądał się zgromadzonym, jeden z eterali zapalił fajkę, pstryknąwszy nad nią palcami.
Mnóstwo tu eteru, pomyślał Laron. To będzie raczej przyjemność niż praca.
Eter był spleciony z życiem - stanowił magię, którą dawało się wyczarować z nicości. Eterale byli robotnikami sztuk magicznych; posiadali naturalną energię magiczną, lecz brakło im subtelnej kontroli nad nią. Czarotwórcy byli magicznymi zegarmistrzami, jubilerami i chirurgami - rzemieślnikami panowania nad siłą życia. Wtajemniczeni łączyli talenty czarotwórców i eterali, a od poziomu dziesiątego wzwyż mieli pełen status czarnoksiężnika. Żeby choć pomyśleć o zostaniu czarnoksiężnikiem, trzeba było się urodzić z odpowiednimi talentami, a nawet wtedy osiągnięcie dziesiątego poziomu łączyło się z długimi latami studiów.
Zbliżał się koniec ostatniego miesiąca 3139 roku i mieszkańcy Verrala nie zdawali sobie sprawy, że następny rok zmieni ich świat w sposób bardziej drastyczny niż jakikolwiek inny w całej historii. Tylko garstka ludzi wiedziała, że nadchodzi wielkie niebezpieczeństwo i niezmiernie ciekawe czasy, a jednym z nich był Laron. Teraz jednak miał pilniejsze problemy. Poszedł nieśpiesznie do tawerny pod otwartym niebem i stanął przy ladzie.
- Czegóż sobie życzysz? - zapytał kupiec winny.
- Chciałbym jednego prawdziwie ohydnego i brutalnego zabijakę - odparł vampir z nieco archaicznym akcentem. Nie był w Torei od dwustu lat.
- Jest ich w Fontarianie mnóstwo - roześmiał się mężczyzna - a co więcej, są za darmo.
- Cudownie - szepnął Laron z niekłamaną przyjemnością, kładąc na ladzie diomedańskiego srebrnika. - Zechciej łaskawie wskazać mi któregoś z nich.
- A mógłbym zapytać, po co? - spytał zaniepokojony już kupiec, przyjmując monetę.
- Ponieważ podążam drogą rycerskości.
- Rycerskości? - powtórzył mężczyzna, który miał wrażenie, że być może kiedyś słyszał gdzieś to słowo i pomyślał, że powinien był słuchać uważniej.
- Oznacza to rozsiewanie szczęścia - wyjaśnił Laron.
- Tak jak bogaty pijak z dziurawą sakiewką?
- Tak, tak, wspaniała analogia - odparł Laron, rozglądając się wśród tłumu pijących i zacierając ręce.



Temat: Dyskusja wokół Genesis 1,1-2,4
Drogi x. Damiani, dotarłem tu w chwilach rozterki, gdy dosyć już miałem swej magisterki. O stworzeniu z niczego jest w 2 Machabejskiej 7, 28 - dosłownie jest tam: stworzył nie z rzeczy, które są. A co do tego, że nie ma w Genesis terminu nicość, to dzieje się tak z prostego powodu: Język hebrajski nie ma takiego słowa w swoim słowniku, natomiast występuje ono w greckim, w którym to napisana został a właśnie 2 Mchb! Ale nie oznacza to wcale, że idea
stworzenia z niczego jest obca hebrajczykom - dzieje się tak z prostego powodu - creatio ex nihilo nie znane jest Grekom - Żydzi więc przejęli termin i użyli go do wyrażenia czegoś, co już w ich tradycji było: zob. np. Iz 44, 24.
A w genesis użyli dosłownie "tohu wabohu" - czyli bezład i pustkowie - bo tylko w taki sposób na ten czas byli w stanie wyrazić nicość. Tohu wabohu - uwaga! - nie oznacza koniecznie jakiejś pierwotnej materii, z której Bóg musiał korzystać.

A tak przy okazji, to warto pamiętać , że my to tacy mądrzy jesteśmy 3000 lat później i mamy tendencje do oceniania przeszłych wieków, a zapominamy, że wiele terminów i obecnych przekonań to jest dorobek naszych przodków (np. termin świadomość powstał IV w. przed Chrystusem). Warto o tym czasem pamiętać. To tyle - pozdrawiam! Raf

EDIT:
A tak a pro po łączenia nauki z wiarą (problem zresztą stary jest jak świat, bo już pierwsi chrześcijanie się tym zajmowali - tak na marginesie)
Nie byłem w stanie czytać całej dyskusji, bo była za długa i multum było wątków, tak tylko parę myśli:
1) Nie tylko teologia podlega historii: nauka również (to tak a pro po dosłownej interpretacji). W nauce nikt już dosłownie nie traktuje teorii naukowych (nazywa się to tzw. realizmem naiwnym), ani modeli naukowych, inaczej mówiąc nikt już nie uważa, że np. kwarki istnieją naprawdę, fruwają sobie w strukturach subatomowych i obijają się od siebie jak piłki golfowe. Podobnie jest co do zagadnienia prawdziwości poznania w nauce - dawne stanowisko pozytywistyczne (nauka jedyną drogą do prawdy i zbawienia, religia to zbiór zdań bez sensu, nic nie mówiących sensownego o świecie) wśród metodologów (filozofów) nauki umarło, a żyje jedynie wśród samych naukowców (nastawionych ateistycznie), albo w mediach (media generalnie lubią konflikty - jak np. konflikt wiara a nauka, np. że neuroscience (badania struktury neuronowej mózgu) udowodniło, że człowiek nie ma duszy.) Dzisiaj wskazuję się na historyczne, socjologiczne uwarunkowania nauki (nazywa się to Nowa Filozofia Nauki), że często teoria naukowa to efekt konsensusu (zgody) naukowców w świetle danych doświadczalnych, która przyjmuję tę a nie inną teorię za najbliższą prawdy.
2) Tak więc wymaganie od teologii, żeby się nie zmieniała jest dość brutalne w świetle tego, że nawet nauka temu sprostać nie może (nie jest w stanie)
3) A więc rzeczywiście w teologii (mówią oczywiście o teologii katolickiej) kiedyś przyjmowano dosłowną interpretację Biblii - oraz że Biblia zawiera wszelkie prawdy o świecie. Dzisiaj nikt z szanujących się teologów katolickich tak nie uważa. Biblia zawiera prawdy, które konieczne są dla naszego zbawienia (mówiąc po ludzku - mojego bliskiego bycia z Bogiem) i te są istotne, i co do tych Kościół twierdzi, że Biblia się nie myli. Taką prawdą jest między innymi to, że moje istnienie jak i istnienie świata pochodzi od Boga.
4) W Pismie Świętym ( w szczególności w Genesis) zawarte są jakieś obrazy świata (tzw. kosmologie)- i co do tych, to jest to zapis przekonań "naukowych" ludzi tamtych czasów, tak jak ludzie średniowiecza byli przekonani, że ziemia jest centrum Wszechświata, tak w starożytności bliskiej panowaniu babilońskiemu ludzie byli przekonani, że ziemia to taki namiot między wodami dolnymi i górnymi. To, że taka była kosmogonia w tym czsie nie jest konieczne ddziś dla mojego zbawienia (tak jak nie była wtedy). Autor, który pisał w tamtym czasie, korzystał z tego, co zastał (np. pewne mity babilońskie - mit o potopie), ale wyrażał w tym pewne istotne prawdy, które już w tych mitach nie są obecne. Taką prawdą jest prawda o stworzeniu człowieka, o dobru całego stworzenia (stworzenie radością Boga) itp. Jak się porówna ten opis z opisem gwałtów, mordów, zazdrośi i wielu innych rzeczy wśród bogów babilońskich, to dostrzeże się pewną (dość istotną) różnicę.
5) Tak a pro po - to nie wiemy, czy za lat 200 nie będą si ę śmiali z naszego obrazu świata (wszechświata)
6) stanowisko tzw. kreacjonizmu naukowego nie jest oficjalnym stanowiskiem Kościoła Katolickiego, mało tego nikt w Kościele zajmujący się poważniej nauką (filozofią nauki) go nie popiera - kreacjonizm w momencie, gdy chce się stać teorią naukową, łamie ograniczenia metodologiczne nałożone na poznanie naukowe i poznanie płynące z wiary. Bodajże na stronie KUL-u powinien gdzieś jeszcze być list kulowskich (i nie tylko) naukowców zajmujących się poważniej czy kosmologią, czy ewolucją (a pro po księży), którzy protestują przeciwko pewnym wypowiedziom Giertycha (jego stanowisko to oczywiście jego prywatne zdanie)
7) Nie oznacza to, że przekonanie, że Bóg stworzył świat, jest fałszywe. Może tak być dla kogoś, kto uzna, że nauka to jedyne prawdziwe poznanie świata. Ale to już jest jego prywatne zdanie, które niestety nie da się udowodnić naukowo (ha ha ha)
Jan Paweł II kiedyś powiedział - Nauka może oczyścić religię z przesądów i zabobonów, religia naukę z jej fałszywych absolutów. (parafrazuje). Bywają naukowcy, którzy "naukowo" chcą udowodnić nieistnienie Boga.

9) to tyle - rozpisałem się okrutnie, ale następny raz zaglądnę tu pewnie za miesiąc. Nie sposób poruszyć wszystkich wątków - jest to niemożliwe. W Stanach dowiedziałem się że rocznie publikują ok. 200 książek z zagadnień pogranicza nauki i religii

10) tak na koniec - teoria inteligentego projektanta świata jest bardzo ciekawa, ale to tylko teoria. która pokazuje, że opierając się tylko na nauce (niektórzy opierają się też na filozofii) przyjęcie , że swiat pochodzi od Boga- projektanta, jest przynajmniej równie wiarygodne, jak interpretacja przeciwna. Tyle, ze to jest tylko projektant - tzw. Zegarmistrz świata - zimny Bóg deistów. Osobiście wierzę w Boga żywego, który nieustannie świat stwarza i jest blisko mnie (miłuje mnie) - to jest Bóg Bibli. Oczywiście nie muszę dodawać, że wierzę, że ten Bóg istnieje prawdziwie - tak jak inni wierzą, że on nie istnieje prawdziwie.

11) A pro po - jeśli stworzyła nas ewolucja (albo prawa świata) - to nasza dyskusja jest jedynie jej wynikiem. Ciekawe jaki dobór naturalny sprawił, że ja wierzę, a ktoś nie?

12) Kończę, może kiedyś jeszcze coś napisszę. Pozdrawiam Licheń

Zapomniałem dodać, że pierwszym, który podał sposób pogodzenia teorii ewolucji z wiarą był Darwin.

Nie pisz kilku postów pod rząd - jeśli chcesz coś dodać, jest opcja "zmień" u góry wiadomości - mod. Siman
Powered by WordPress