Żelazna kurtyna

Czytasz wypowiedzi znalezione dla hasła: Żelazna kurtyna




Temat: Miękka dyskryminacja
Horst Bienek
Artykuł w GW o Horście Bienku związany z rocznicą jego śmierci.

"Nową tablicę ku czci Horsta Bienka odsłonięto w czwartek na ścianie gliwickiego
domu, w którym mieszkał ten pochodzący z tego miasta pisarz i poeta. - Dzięki
jego pisanym po niemiecku książkom Polacy mają szansę zrozumieć dzisiejszy Śląsk
- mówi Marcin Wiatr, znawca twórczości Bienka
Czterodniowe uroczystości z okazji 15. rocznicy śmierci pisarza stały się okazją
do odkrywania historycznych korzeni miasta, które po II wojnie światowej stało
się największym, oprócz Wrocławia, skupiskiem lwowian. Wczoraj w gliwickim
muzeum została otwarta wystawa poświęcona Bienkowi.
Urodzony w 1930 roku Bienek opuścił Gliwice w kilka miesięcy po II wojnie
światowej. Trafił do radzieckiej strefy okupacyjnej Niemiec (od 1949 roku -
NRD), gdzie został uczniem Bertolda Brechta i cenzorem w wydawnictwie.
Przepuszczał nieprawomyślne teksty, za co został w 1951 roku aresztowany przez
NKWD i skazany za szpiegostwo na 25 lat karnego obozu w Workucie. Udało mu się
wrócić tylko dzięki temu, że kanclerz Adenauer podpisał z władzami ZSRR umowę,
na podstawie której amnestionowano więzionych w łagrach Niemców. Przeżyciom
obozowym poświęcił swoją pierwszą, wydaną w 1968 r. książkę zatytułowaną "Cela".
W Polsce ukazała się ona w drugim obiegu na krótko przed wprowadzeniem stanu
wojennego. Nigdy nie pogodził się z żelazną kurtyną, ale choć mieszkał w
Monachium - w tamtym czasie "twierdzy" ziomkostw niemieckich, z premedytacją od
nich się dystansował. Angażował się za to na rzecz pisarzy emigracyjnych i
opozycyjnych z krajów bloku wschodniego, organizował dla nich kongresy,
popularyzował twórczość, a czasami wspierał materialnie. Niejedno zawdzięczają
mu m.in.: Zbigniew Herbert, Adam Zagajewski czy Ota Filip, czeski pisarz
wydalony z kraju po 1968 r. I właśnie Filip jest gościem zorganizowanych w
Gliwicach przez tutejszy Dom Współpracy Polsko-Niemieckiej uroczystości
poświęconych Bienkowi.
Bienek w swojej twórczości długo unikał tematyki śląskiej, aż do przełomu lat 70
i 80. Akcja czterech jego książek ("Pierwsza Polka" sfilmowana przez Klausa
Emmericha, "Wrześniowe światło", "Czas bez dzwonów" oraz "Ziemia i ogień" -
wszystkie w latach 90. ukazały się po polsku nakładem wydawnictwa Wokół nas)
rozgrywa się w czasie wojny w Gliwicach. Powieści Bienka mówią o symbiozie
między Polakami i Niemcami żyjącymi na Górnym Śląsku, która z biegiem czasu
doprowadziła tam do przemieszania kultury polskiej i niemieckiej. Przybysze z
głębi Rzeszy spoglądali na miejscowych z poczuciem wyższości, a ich mowy (tzw.
Wasserpolnisch) często nie rozumieli. Podobny los - odrzucenie i brak
zrozumienia - spotkał wielu mieszkańców Śląska po II wojnie światowej i to -
zdaniem Marcina Wiatra - skłoniło Bienka do napisania tetralogii. - Choć po
niemiecku, to pisał swoje książki z myślą o Polakach - przekonuje Wiatr. Na
krótko przed śmiercią zdążył jeszcze odwiedzić rodzinne miasto. Pisał: "Nie
udało mi się powrócić do krainy mojego dzieciństwa. Wszystko się zmieniło, choć
tak wiele pozostało niezmienione. Myślę, że w tym sensie wszyscy jesteśmy
wypędzeni - wypędzeni z krainy dzieciństwa w momencie, gdy wkraczamy w
dorosłość.". Zmarł 7 grudnia 1990 r.
Patronat nad uroczystościami objęły m.in. "Gazeta Wyborcza" i tygodnik "Polityka"
serwisy.gazeta.pl/kultura/1,34169,3043743.html?nltxx=1721533&nltdt=2005-12-02-03-05




Temat: w Auschwitz i na Kołymie
Skandal po wypowiedzi szefowej łotewskiego MSZ
.Anna Rubinowicz-Gründler, Lipsk 28-03-2004, ostatnia aktualizacja 28-03-2004
16:53

Ocena historii kolejną liną podziału między starą a nową Europą? Szefowa MSZ
Łotwy i przyszła komisarz tego kraju w Brukseli wywołała skandal na
zakończonych wczoraj targach książki w Lipsku, mówiąc, że oba reżimy
totalitarne - nazizm i komunizm - były równie zbrodnicze

Niemiecka reakcja na jej wypowiedź dowodzi, że miesiąc przed rozszerzeniem UE
Europejczyków ze wschodu i zachodu mogą dzielić nie tylko poglądy polityczne na
teraźniejszość, ale i świadomość historyczna oraz doświadczenia z obu
totalitaryzmami XX w. - nazizmem i komunizmem

Niemieccy komentatorzy z niedowierzaniem potrząsają głowami. "Frankfurter
Allgemeine Zeitung" uznała sprawę za tak ważną, że komentarz do niej
opublikowała w sobotę na pierwszej stronie. Tytuł był wprawdzie lekko
ironiczny "Niewinność ze wschodu", ale ocena bezlitosna: była łotewska minister
spraw zagranicznych i przyszła komisarz UE Sandra Kalniete popełniła
niebezpieczny błąd, zatarła bowiem różnicę między zbrodniami stalinizmu a
Holocaustem. Zdaniem redakcji jest to wystarczająca przesłanka, by wątpić w
powodzenie kulturalnego zjednoczenia Europy. Co się takiego wydarzyło?

Niemy protest

Wszystko zaczęło się kilka dni temu. Sandra Kalniete przemawiała na otwarciu
dorocznych targów książki w Lipsku. Podczas gdy z mównicy apelowała o jedność
kontynentu zarówno w polityce, jak i świadomości historycznej, przedstawiciel
Centralnej Rady Żydów w Niemczech Salomon Korn demonstracyjnie wyszedł z sali.
Nie wytrzymał, gdy Kalniete oświadczyła, że "oba reżimy totalitarne - nazizm i
komunizm - były równie zbrodnicze". - Europa dopiero co wyzwoliła się z plagi
nazizmu i (...) niewielu umiało wtedy dostrzec fakt, że w połowie Europy terror
trwał, że za żelazną kurtyną reżim sowiecki nadal dokonywał ludobójstwa na
narodach Europy Wschodniej, na własnym narodzie - mówiła Kalniete. - Nie wolno
stosować gradacji między obu systemami [nazizmu i komunizmu] tylko dlatego, że
jeden z nich brał udział w zwycięstwie nad drugim.

Korn uzasadnił swą reakcję troską, że "po rozszerzeniu UE antysemityzm w
większym stopniu niż do tej pory napłynie do Europy". Przypomniał, że Łotysze
pomagali w zagładzie Żydów - jego zdaniem nie wolno tego porównywać z terrorem
radzieckim wobec Łotyszy.

Sama Kalniete tłumaczyła się na łamach niedzielnej "Welt am Sonntag", że nie
chciała wcale relatywizować zbrodni Hitlera wobec Żydów, lecz wskazać na to, że
w dziejach narodów Europy Wschodniej istnieje wciąż jeszcze "wiele nieznanych
tragicznych stron". - Jeśli nie udokumentujemy całej prawdy, europejska
historia pozostanie niekompletna".

Prasowa egzegeza

Niemiecka prasa szeroko rozpisała się na temat zajścia w lipskiej sali
koncertowej - historycznym Gewandhausie. Nikt wprawdzie nie zarzucił wprost
Kalniete antysemityzmu, przypomniano traumatyczne przejścia jej rodziny - jej
matka 16 lat spędziła w obozach na Syberii, dziadek zmarł w gułagu, ona sama
tam się urodziła i dopiero jako siedmioletnia dziewczynka przyjechała na Łotwę.
Mimo to "Frankfurter Allgemeine Zeitung" w komentarzu na pierwszej stronie
ostro potępiła dokonane przez Kalniete porównanie nazizmu i komunizmu i
ostrzegła przed mentalnymi skutkami rozszerzenia UE na wschód. "Uprawniony
gniew na to, że zachodni Europejczycy byli wprawdzie dumni ze swej pamięci
historycznej, ale na zniszczone życie i cierpienia na wschodzie Europy
reagowali wzruszeniem ramion, może się przerodzić w uogólniające i egoistyczne
poczucie bycia ofiarą. Może to łatwo doprowadzić do tego, że (...)
antysemityzm, który wskutek komunistów czy też bez nich jest szeroko
rozpowszechniony w Europie Wschodniej, stanie się tematem mniej ważnym [niż
własny los ofiary]. Komunizm pozostawił po sobie społeczeństwa osób
niedocenionych, w których często myśli się wyłącznie o sobie".

Eckart Fuhr w "Die Welt" jest ostrożniejszy w ocenie, czy Europie grozi wzrost
antysemityzmu wskutek rozszerzenia UE. Przypomina, że nieszczęsna "konkurencja
ofiar" istnieje też w Niemczech: Żydzi protestują przeciwko nowej ustawie
Saksonii o miejscach pamięci, bo obawiają się, że potraktuje ona zbrodnie
nazistów na równi z przestępstwami Stalina i NRD-owskiej bezpieki. "Wyraźnie
widać, że zrastanie się Europy powoduje bezpośrednie zderzenie odmiennych wizji
historii - pisze. - Europa jest jeszcze bardzo daleka od wspólnego obrazu
historii".






Temat: Ciekawostki z innych stron
Klub Aktora SPATiF
Klub Aktora SPATiF był przede wszystkim miejscem prawdziwej integracji tak
zwanego środowiska. Wszystkich ze wszystkimi.
Pomieszanie zawodów, wieku, płci i statusu socjalnego. Obok Ważyka czy Wohla
mógł w Klubie siedzieć przypadkowo zaproszony gość z innej zupełnie parafii.
Ale nie przy tym samym stoliku!
Stolik stanowił, tak jak u zwierząt, własne terytorium. Musiało być pozwolenie,
żeby ktoś obcy lub nienależący do grupy mógł się dosiąść. Janusz nienawidził
pijaków. Sam wypijał trzy czwarte litra dziennie, ale nie widziano go pijanego.
Wieczorem był tłum. Krzesło można było pożyczyć, zabrać lub dostawić. Pewnego
razu, w oczekiwaniu na kelnerkę, gdy siedziałem z Kobielami w głównej sali,
podszedł jakiś elegancko ubrany pan, ukłonił się z grzeczną prośbą, jak
zrozumieliśmy, o wolne krzesło. Kiedy Bobek przyzwalająco skinął głową, że nie
ma nic przeciwko temu… pan ten uniósł nam sprzed nosa cały stolik i oddalił się
do drugiej sali.
Zostaliśmy jak idioci. Siedzieliśmy na kanapie wśród krzeseł bez stolika. Na
szczęście Gosia Kobielowa była w bardzo krótkiej spódnicy i mogła zaprezentować
opalone uda, co spotkało się z życzliwym przyjęciem siedzących naprzeciwko
panów.
Nie sposób opisać Klubu Aktora w tamtych czasach. Na to trzeba by poświęcić
kilka tomów. Był wyjątkowy. W Nowym Jorku podobny charakter miały Russian Tea
Room na Czterdziestej Siódmej Ulicy, ale bardziej Elaine przy Drugiej Alei.
Prowadziła go jakby rodzona siostra Ireny Szymańskiej z dawnego "Czytelnika",
wszystko o wszystkich wiedziała i rozsadzała gości według własnego uznania,
przewidując z góry, co z tego wyniknie. Kiedy przed wielu laty wszedłem tam z
Elżbietą Czyżewską i dowiedziała się, że jestem z Warszawy, zapytała:
- Co się stało? Podobno SPATiF zamknięty?
Był taki krótki okres zamknięcia Klubu pod pozorem remontu. Głównie jednak
chodziło o zlikwidowanie tego siedliska plotek, pijaństwa, żartów z władzy, rui
i porubstwa.
W Elaine Ela Czyżewska królowała - słowiańskim wdziękiem i warszawską
inteligencją, a później już tylko liczbą wypitych drinków i wypalonych
papierosów.
Amerykańska Irena Szymańska posadziła nas z Artem Buchwaldem, potem dosiadł się
Norman Mailer ze swoją przyszłą żoną. Rozmawialiśmy z Buchwaldem o jego sztuce,
którą właśnie tłumaczyła Mira Michałowska, był zdziwiony, że czytam jego
felietony w "New Harald Tribune". Tam za żelazną kurtyną? Czy to możliwe?
Możliwe.
A w SPATiF-ie możliwe było wszystko. I śmierć profesora Wnuka w klubowej
toalecie, i dyskusja Konrada Swinarskiego z Friedrichem Dürrenmattem, i
pierwsze spotkanie kochanków, i okrzyk Prutkowskiego w 1968 roku: "Niech żyje
odżydzone Wojsko Polskie!", gdy wszedł na salę jeden z "moczarowców" w
mundurze, i pożyczka dowolnej sumy pieniędzy od dwóch sławnych szatniarzy
Franka i Adasia, i Słonimskiego riposta jakiemuś natrętowi: "Na wymianie myśli
zawsze tracę". I ostatnia setka z upadkiem pod stolik.
"Jest Warszawa, po prostu jeeeest…" - śpiewała podstarzała i wyszminkowana
piosenkarka, unosząc w górę spódnicę przed stolikiem, gdzie siedział Dürrenmatt
ze Swinarskim - pokazując dessous. Szwajcarski dramaturg zastygł z kieliszkiem
w ręku.
Fellini by to docenił.
J.Gruza



Strona 4 z 4 • Wyszukano 196 postów • 1, 2, 3, 4
Powered by WordPress